7. Co mówią metki, czyli jakie tajemnice skrywają?

Zanim przejdziesz do nauki odróżniania trykotów oryginalnych od podrobionych, chciałbym wyposażyć Cię w wiedzę mieszczącą się pod takimi pojęciami jak etykieta, metka, wszywka czy naszywka. A w zasadzie tak naprawdę nauczyć wyciągania z nich informacji, czyli umiejętności pozyskiwania tego, co producenci w nich, powiedzmy że… „kodują”. Nie jest prosto odczytywać zawarte w nich informacje, jeśli nie wie się w jaki sposób je „odkodować”. I w ogóle które z tych wszystkich oznaczeń skrywają przydatne dla nas miłośników, pasjonatów czy nawet zwykłych konsumentów, wiadomości?

W tym artykule przeprowadzę Cię przez wszystko co się wiąże z szeroko pojętymi metkami. Od kartonikowych etykiet doczepianych na żyłce, przez to co wszywają nam w środek koszulek, aż do elementów typu prostokącik zatytułowany „authentic”, który znajdziesz przykładowo na produktach Nike. Nauczę Cię wyciągania z tych elementów wszystkiego, co może Ci się przydać. I tak zupełnie przy okazji obalę popularny mit. Gwarantuję Ci, że ta wiedza będzie bardzo przydatna przy nauce rozpoznawania podróbek.

Najpierw coś nudnego, ale koniecznego ☹

Akty prawne to niekończący się ciąg… absurdów. Z perspektywy przeciętnego mieszkańca globu, pisze się je po to, aby było co poprawiać. Z setek tysięcy zapisanych arkuszy, można nie przeczytać żadnego i szczęśliwie przeżyć życie. Z drugiej strony, można zmarnować czas na próbie ich zrozumienia i tym samym postradać zmysły. Dlatego to ja je czytam, a Ty jesteś szczęściarzem 😉

W Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej, który jest ogólnodostępny na portalu EUR-Lex, znajdziesz taki akt jak „Nazewnictwo włókien tekstylnych i etykietowania wyrobów włókienniczych” oraz rozporządzenie do niego o jakże wdzięcznej nazwie „ROZPORZĄDZENIE PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) NR 1007/2011 z dnia 27 września 2011 r. w sprawie nazewnictwa włókien tekstylnych oraz etykietowania i oznakowywania składu surowcowego wyrobów włókienniczych, a także uchylenia dyrektywy Rady 73/44/EWG oraz dyrektyw Parlamentu Europejskiego i Rady 96/73/WE i 2008/121/WE”. Ufff, aż ciężko się tę nazwę kopiowało! Szacun, jeśli ją przeczytałeś. Osobiście, za każdym razem gdy czytałem tekst przed publikacją, z pełną premedytacją ją pomijałem ;p

Nie bój się, nie będę tu tego przepisywać. Chcę tylko abyś wiedział, że straciłem czas na akty prawne. I nie wyniosłem z nich żadnej praktycznej wiedzy. Dlatego nie czytaj tych przepisów. To strata czasu. Niczego się tam nie nauczysz, ani w zasadzie nie dowiesz. Zabrzmi to egoistycznie i narcystycznie, ale poświęć ten czas na moje teksty, bo dzięki nim zyskasz nie tylko wiedzę, ale także dowiesz się tego, co kiedyś wrzucisz do woreczka o nazwie doświadczenie 🙂

To co z definicjami tych wszystkich metek?

Dobre pytanie. Mam nadzieję, że za chwilę uda Ci się to ustalić, bo ja poległem. Powyższa ustawa mówi jasno i nieklarownie:

  • „etykietowanie” oznacza podanie wymaganych informacji na wyrobie włókienniczym poprzez dołączenie etykiety, za pomocą wszywki, haftu, nadruku lub wytłoczenia, bądź przy użyciu innej technologii

Rozporządzenie do tej ustawy, a więc taki dokument, który można powiedzieć „jest szczegółową instrukcją wprowadzenia w życie ustawy”, co by oznaczało, że musi być z nią w pełni zgodny, dodał sobie… nową definicję:

  • „etykietowanie” oznacza umieszczanie wymaganych informacji na wyrobie włókienniczym w formie dołączonej etykiety
  • „oznakowywanie” oznacza podawanie wymaganych informacji bezpośrednio na wyrobie włókienniczym poprzez ich wszycie, wyhaftowanie, wydrukowanie, wytłoczenie lub zastosowanie innej technologii

Dopiero co mówiłem, że czytanie tego to strata życia, tak? W ustawie nie istnieje „oznakowywanie”, które pojawiło się w rozporządzeniu, ale… mniejsza o to. Najprawdopodobniej jest to błąd popełniony w trakcie procesu tłumaczenia. Sprawdziłem angielską wersję i zarówno w ustawie, jak i rozporządzeniu, znajdują się oba podpunkty – etykietowanie (labelling) oraz oznakowywanie (marking). W tym miejscu chciałbym Cię przestrzec, przed czytaniem jakichkolwiek aktów prawnych, które są tłumaczone z języka angielskiego na polski. Nie mówię, że tłumacze nie znają języka, ale bardzo często nie mają pojęcia o materii, którą tłumaczą. Wtedy nawet najbardziej wyrafinowany język nie pomoże, skoro tłumacz nie ma pojęcia o środowisku, do którego wykonuje tłumaczenie. I tak już w swoim życiu spotykałem w aktach prawnych takie tłumaczenia jak „kapacytator”. Chodziło o kondensator (capacitor). Element elektryczny. Osoba odpowiedzialna za polską wersję językową mogła znać perfekcyjnie język, ale nie miała najmniejszego pojęcia o elektronice, więc… cóż, wymyśliła coś takiego jak „kapacytator”. Tego typu kwiatków spotkałem już w życiu lekko ponad setkę, więc jedna dobra rada na start – lepiej weź słownik i oryginalne przepisy po angielsku, niż polską wersję. Zawsze.

Odpłynąłem, jak zawsze zresztą. Ech… Wracam już. Kiedyś byłem świadkiem, jak ekspert odzieżowy zwrócił uwagę swojemu rozmówcy, że to co jest w środku koszulki, nie jest metką, tylko wszywką. Upierał się, że wszystko co wewnątrz, powinno właśnie w ten sposób się nazywać. Definicja etykietowania, która znajduje się w ustawie, jest jedynym miejscem ze wszystkich setek stron, w którym pada słowo „wszywka”. W rozporządzeniu nie użyto tego słowa. I to jest w zasadzie jedyne, co możemy uznać, że w jakikolwiek sposób zostało zdefiniowane ze wszystkich pojęć, które opisują szeroko rozumiane metki. O właśnie, słowo „metka” w żadnej formie i odmianie nie zostało użyte ani razu w żadnym z powyższych dokumentów. Jak widzisz… wspomniałem Ci o tej dokumentacji po to, abyś w żadnym wypadku do niej nie zaglądał, bo tam się niczego nie dowiesz. Konkret wiedzę znajdziesz poniżej. Zapraszam 🙂

Wszywki informacyjne

Skoro temat sam zszedł na wszywki, to rozpocznę od nich. Jak już być może zauważyłeś, we wcześniejszych artykułach nie pisałem nic o wszywkach. To słowo nie padło nawet pół razy. Świadomie. Z pewnością widziałeś w odzieży najbardziej irytujące metki ever – najczęściej są białe, w dodatku długie i drapią. Często też zawierają trochę nieznanych znaków, jak i informacje o materiale wypisane w… kto tam wie ilu językach. To tak zwane „wszywki informacyjne”.

Do tej pory milczałem w ich temacie, gdyż… mogą być różne w zależności od przepisów obowiązujących w danym kraju, regionie, kontynencie, wspólnocie itd. Ten sam model koszulki może więc mieć inną wszywkę informacyjną w Europie, Azji czy Ameryce. Dlatego jak do tej pory nie chciałem Ci mieszać w głowie i pokazywać tego elementu.

Każdy ustalający przepisy, ma prawo sobie zażyczyć co ma się w nich znajdować i producent musi takie wymogi spełnić. W przypadku, gdy producent nie posiada siedziby na terytorium ustawodawcy, to obowiązek ten przechodzi na importera (na kilkaset przeczytanych stron, znalazłem dwa sensowne zdania w tych przepisach i one właśnie o tym mówiły). Podsumowując – gdybyś zamówił sobie koszulkę np. z USA do Europy, a następnie kupił ten sam model na terenie UE, to te trykoty najprawdopodobniej będą posiadały różne wszywki informacyjne.

Właśnie dlatego, wszywka informacyjna sama w sobie nie jest żadną podstawą, na której można by się oprzeć w procesie ustalania oryginalności koszulki. Owszem, one także są podrabiane przez oszustów, ale o tym później. W następnych artykułach, nauczę Cię odróżniać podrabianą wszywkę od oryginalnej. W tej chwili chodzi o to, abyś zrozumiał, że zupełnie inny wygląd wszywki informacyjnej niż ten do którego się przyzwyczaiłeś, nie powinien budzić w Tobie niepotrzebnego niepokoju. Koszulka po prostu może pochodzić z innego kanału dystrybucji – innymi słowy, z innej części świata, w której to producenci mieli narzucone inne wymogi do spełnienia. Poniżej wrzucam Ci zdjęcie wszywek Nike z tego samego okresu. Od lewej dystrybucja na USA, w środku to co znamy, czyli na Unię Europejską oraz po prawo na Chiny.

Pokazałem Ci już, że wszywki mogą mieć różny wygląd. Ale to nie koniec. Mogą przybrać także różne formy. Bez wchodzenia w szczegóły, najczęściej spotykane wszywki w koszulkach piłkarskich to papierowe, materiałowe, haftowane i termotransferowe. W sumie papier i materiał z pewnością widziałeś, więc pokażę Ci te dwie ostatnie w ramach ciekawostki 🙂

Czy potrafisz czytać wszywki informacyjne?

Życie często kończy się na ustawieniu w pralce tego programu co zwykle. A gdy pranie wyschnie, to włącza się żelazko na tym ustawieniu co zawsze. Prawdziwe? A przecież koszulka mówi do Ciebie w jaki sposób chce być traktowana. Przekazuje Ci w jaki sposób powinno się ją prać, suszyć, prasować oraz z jakim materiałem masz do czynienia. W jaki sposób? Właśnie poprzez wszywki informacyjne. Krzyczą do Ciebie dziwnymi symbolami, tylko… co do licha znaczy przekreślone kółko w kwadracie? Bez obaw. Dam Ci tu listę tajemniczych znaków, do których zawsze będziesz mógł bez problemu wrócić.

Pozostałe wszywki

Na wszywkach informacyjnych świat się nie kończy. Nie chcę pisać tu encyklopedii, dlatego zwrócę uwagę tylko na dwie najczęściej spotykane, czyli te od największych producentów. Ich znajomość będzie mogła pomóc Ci w rozpoznawaniu oryginalności koszulek. Przeanalizuję wszywki na których są numery katalogowe w Adidasie i Nike, ponieważ one są bardzo charakterystyczne. Bez zahaczania o same numery, gdyż masz o tym cały obszerny artykuł. Mam nadzieję, że już go przeczytałeś.

Numer katalogowy – co to jest?

Adidas umieszcza 3 informacje na wszywce z numerem katalogowym (pomijając wyjątki w postaci starszych modeli i… innych wyjątków):

  1. Datę produkcji w formacie miesiąc / rok.
  2. Numer katalogowy.
  3. Kod fabryki, która wykonała produkt.

O ile oznaczenie fabryki nie ma dla Ciebie żadnego znaczenia, o tyle numer katalogowy oraz data produkcji jak najbardziej. W podróbach często lubią wszywać cokolwiek, więc poza numerem katalogowym, data produkcji także bywa z dupy wzięta. Choć nie zawsze. Prawdziwe pytanie brzmi, jaki jest sensowny zakres dat, który nie wzbudza podejrzeń? Od listopada roku poprzedzającego do końca sezonu. Czyli dla koszulki z sezonu 2017/18, zupełnie normalne będzie 11/16 (tak, czasami tak wcześnie produkuje się stroje na kolejny sezon) czy 05/18. Wiadomo, że po sezonie nie produkowano by koszulki, więc przykładowo data 11/18 dla sezonu 2017/18 powinna od razu wzbudzić podejrzenia.

Na drugiej stronie wszywki, po znaku #, znajduje się ciąg cyfr. Jest to numer serii lub innymi słowy, wyprodukowanej partii. Stosuje się go po to, że gdyby dana partia towaru wyszła z wadą, to można ją rozpoznać i wycofać ze sprzedaży. Powinien się on zgadzać z ciągiem znaków na papierowej metce. (tudzież, niby, etykiecie) Powinien. Aczkolwiek jak ktoś zamieni partię metek i wszyje w koszulki z numerem xxx, zaś potem na żyłkach doczepią z numerem yyy, to… się nie zgadza. Są to odosobnione przypadki, ale osobiście już się z nimi spotkałem zamawiając koszulki z głównej strony Adidasa. Trzy razy, gdybyś pytał. Jeżeli ciąg znaków na metce doczepionej za pomocą żyłki z tym na wszywce się nie zgadza, niech to będzie alarmem, ale pamiętaj, że od razu nie przesądza o braku oryginalności. Od wszystkiego zawsze są wyjątki, gdyż w grę wchodzi czynnik ludzki.

W przypadku Nike, na metce doczepionej do koszulki oraz wszywce, poza numerem katalogowym, powinny zgadzać się jeszcze dwa elementy. Zastanawiałeś się kiedyś czym jest ten długi ciąg znaków pod numerem katalogowym na wszywce? To nic innego jak EAN, czyli kod kreskowy. Ciąg cyfr musi być więc taki sam jak na doczepionej metce na żyłce. Kod EAN jest ujednolicony na całym świecie, więc… teoretycznie powinien być taki sam dla każdego identycznego produktu. Zważ tylko, że w tym przypadku różnicę robi nawet rozmiar. Więc różne rozmiary identycznych koszulek mogą mieć różne kody EAN. Piszę to po to, abyś nie wpadł na pomysł używania kodu EAN jak numeru katalogowego, czyli do sprawdzania oryginalności. To NIE jest dobra praktyka! Po to masz właśnie numer katalogowy. EAN sprawdź tylko, gdy masz koszulkę w stanie nowości i możesz porównać, czy kod z wszywki zgadza się z tym, który widnieje pod kodem kreskowym na etykiecie. Patrząc na poniższy przykład, EAN 886916450623:

Drugą rzeczą, która powinna być taka sama na wszywce oraz etykiecie, to trzy drukowane litery. O ile w ogóle się pojawiają na metce doczepionej za pomocą żyłki. Jeżeli już się tam znajdą, to sprawdź, czy są takie same, jak te na wszywce. I tyle. Nie dumaj nad tym i nie używaj w innym celu. Po prostu sprawdź, jeżeli jest na etykiecie, to zobacz czy takie same trzy litery znajdziesz na wszywce. To samo co z kodem EAN – proste porównanie. Nic więcej. Na powyższym zdjęciu jest to „SYG”. Widzisz to?

Naszywka authentic

Skoro jestem już przy Nike, to płynnie od wszywek przejdę do naszywek. Prostokącik z napisem „authentic” znajdziemy na wielu koszulkach u całkiem sporej grupy producentów. U niektórych są na wszystkich rodzajach koszulek, a inni stosują tylko na meczowych. Pełna dowolność, czyli jak kto sobie chce. Ponad wszystkich wybija się jednak przypadek amerykańskiego producenta, czyli Nike. Powstało tu wiele mitów, a niektórzy potrafią nawet twierdzić, że sama obecność takiej naszywki świadczy o oryginalności trykotu. Otóż w kontekście wszystkich mitów i autentyczności, ta naszywka świadczy o… niczym. Poważnie.

Nike w 2010 roku wprowadziło dodatkowy bajer. Ozdóbkę. Czarny prostokącik, który zawierał hologram. Na samym początku oszuści nie wiedzieli jak to podrobić, więc po prostu robili pasek srebrnej nici, podczas gdy w oryginalnych trykotach Nike, na hologramie widniało logo producenta i literki, które układały się w hasło. Zanim podjebkowicze się połapali, o co z tym chodzi, to faktycznie, obecność hologramu była oznaką oryginalności. Trwało to… kilka miesięcy, licząc od maja 2010 roku. Już w 2011 roku pojawiły się podróby z hologramem, który zawierał te same informacje, co oryginały. Natomiast mit związany z tym, że poprzez samą obecność hologramu można rozpoznać oryginał, pozostał na wiele lat. Do teraz spotykam ludzi, którzy wierzą, że obecność hologramu świadczy o czymkolwiek. Otóż, mój drogi, nie. Nie świadczy. Jego brak może świadczyć o czymś, ale obecność, kategorycznie nie.

Dziś możesz wejść na dowolny portal lub zadzwonić do dowolnej firmy i wyprodukują Ci hologram o jakim tylko zamarzysz. Kilka kliknięć i jutro kurier z produktem puka do drzwi. Dlatego takie naszywki są tylko fajnym dodatkiem i już od dawna, powtórzę to po raz kolejny, o niczym nie przesądzają. Nie są żadną podstawą do ustalania oryginalności. Jeżeli zapytasz konsultanta Nike o to co oznacza naszywka authentic, najpewniej odpowie Ci, że to oznakowanie odzieży, która jest używana przez sportowców. To są tylko ozdóbki. Zapamiętaj, że samo istnienie hologramu o niczym nie przesądza i na pewno nie wolno tego elementu brać pod uwagę przy ustalaniu oryginalności. Raz na zawsze obalam mit, że obecność hologramu świadczy o oryginalności, a na dowód pokażę Ci podróbkę, którą zamówiłem w trakcie trwania sezonu 2014/15 z chińskiego portalu – gdy moja wiedza była znikoma w tym temacie i dawałem się nabierać na tego typu oszustwa:

Wszelkiego rodzaju kody, numery i ciągi znaków, które znajdują się na tych naszywkach, także nie mają znaczenia dla przeciętnego konsumenta. Kilka lat temu, gdy moja wiedza nie była jeszcze na wysokim poziomie, pytałem nawet o to producentów, próbując dobijać się do różnych działów. Z jednego z nich, konsultant Nike jasno i wyraźnie potwierdził, że umieszczane w tych miejscach ciągi znaków, nam użytkownikom i konsumentom, nic do życia nie wnoszą:

Jakiś tam sens, poza samą ozdobą, naszywkom „authentic” w 2013 roku nadało właśnie Nike. Wprowadzono wtedy 3 kolory, które symbolizowały poziom zaawansowania technologicznego. Czarna naszywka (lub zwykła bez żadnego koloru w tle) oznaczała t-shirt, czyli najniższy stopień zaawansowania. Srebrny został przypisany replikom, zaś kolor złoty oznaczał wersję meczową. To w zasadzie jedyne sensowne zastosowanie naszywek tego typu, jakie powstało do momentu w którym piszę ten artykuł. Znajomość tego aspektu może być pomocna, gdyż w skrajnych przypadkach spotkasz podróbę która udaje wersję meczową, a tam… srebrna naszywka (od repliki). I na odwrót. To jedyny przypadek i wyjątek, przy którym naszywki „authentic” mają wartość większą niż tylko estetycznego dodatku. I mogą Ci się w jakikolwiek sposób przydać podczas sprawdzanie, czy otrzymałeś legitny trykot. Dla przykładu, srebrna naszywka na replice:

Tak więc wybij sobie z głowy raz na zawsze, że jakikolwiek hologram, w jakiejkolwiek koszulce, ma znaczenie większe niż bombka na choince. Albo, że może świadczyć o oryginalności (poza tym jednym skrajnym wyjątkiem z kolorami). Jeżeli spotkałeś osobę, która na podstawie np. obecności naszywki authentic w koszulce twierdzi o jej oryginalności (albo na podstawie obecności hologramu), to spotkałeś bardzo początkującą osobę w tej tematyce i nie jest dobrym pomysłem słuchać tego co mówi. To jest mit, który został na wiele lat, mimo że powinien się zdezaktualizować po kilku miesiącach swojego istnienia.

Metki na żyłce

Do omówienia zostały kartoniki, które producenci doczepiają do koszulek. Najczęściej na żyłce, ale wraz z modą na bycie eko, coraz częściej zastępowane są różnego rodzaju sznurkami. Co ciekawe, wciąż istnieją producenci, którzy takich etykiet do swoich produktów nie dodają. A to wielka szkoda, gdyż…

Kilka dodatkowych kartoników w znakomitej większości przypadków potrafi całkiem sporo opowiedzieć o produkcie, do którego powinny być przyczepione. Oczywiście, jak wszędzie, są wyjątki. Druga oczywistość – każdy producent ponownie ma wolną rękę, więc robi co chce. Omówię trzech koszulkowych gigantów, ponieważ ich znajomość pozwoli Ci na komfortowe czytanie zdecydowanej większości metek.

Adidas dość skrupulatnie opisuje swoje koszulki. Z etykiety dowiesz się jaki zespół powinien znajdować się po drugiej stronie żyłki – model, typ produktu, a nawet kolor. Wezmę dość skomplikowany przypadek, to z prostszymi dasz sobie radę. Oto metka pewnej koszulki z długim rękawem:

Co ona mówi? W pierwszej kolejności jest numer katalogowy, którego rolę już znasz z poprzednich artykułów. MUFC to nic innego jak skrót od Manchester United FC. H oznacza „home”, czyli to domówka. JSY skrót od „jersey”, więc po drugiej stronie żyłki powinna być koszulka, a nie spodenki, bluza, kurtka czy cokolwiek innego. Teraz spodziewałbyś się w tym miejscu LS, bo specjalnie wspomniałem, że koszulka jest na długi rękaw. W większości przypadków znajdziesz LS, co oznacza „long sleeve”, czyli dosłownie, długi rękaw. Jednak to wersja meczowa. W przypadku komercyjnych wersji najczęściej zobaczysz „AU” od authentic, gdyż Adidas tak nazywa meczówki. Ale to niekomercyjna meczówka! W niekomercyjnych używa się P od „player”, dlatego że dostają ją tylko piłkarze. O niekomercyjnych meczówkach też napisałem artykuł, jakbyś jeszcze nie wiedział czym one są (znajdziesz go w zakładce Wiedza o koszulkach). Gdyby koszulka była na krótki rękaw, zostałoby samo P. Oznaczenie PL jest nieco nieintuicyjne, gdyż znaczy „player long sleeve”, czyli niekomercyjna z długim rękawem. Spodziewałbyś się pewnie „PLS”, nie? Też tak na początku miałem. Widzisz, specjalnie wziąłem bardziej skomplikowany przykład, bo zobacz ile od razu Ci wytłumaczyłem 😉

To nie koniec. Poniżej jest jeszcze kolor koszulki. W Adidasie znajdziesz najczęściej dwa rzędy oznaczenia koloru. Pierwszy z nich jest po angielsku, drugi to język francuski. Uwaga, producent nie wpisuje tutaj gamy kolorów z podręcznika dla dzieci. Mogą się tu znaleźć dowolne nazwy. Twoim zadaniem jest wyciągnąć jakiś kolor i sprawdzić, czy faktycznie koszulka taka jest. Tu masz REARED/WHITE. Pierwszym kolorem jest więc czerwony, a drugim biały. Nie wnikam co w palecie producenta oznacza „rea” przed czerwonym. Nie ma to znaczenia, więc się tym nie zajmuję. Kolejne dwa rzędy to powtórzenie rodzaju do którego zalicza się produkt. Ponownie na górze angielski, a na dole francuski.

Sprawdźmy więc, czy prawidłowo odczytaliśmy metkę. Na jej drugim końcu powinna być niekomercyjna wersja meczowa Manchesteru United z długim rękawem w kolorze czerwonym i białym. Rozmiar 8.

I jak? Czy ten trykot zgadza się z opisem? Proste? Pewnie! To czas na Nike. Amerykański producent jest bardziej skąpy w opisach. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ wszystkie informacje zawiera numer katalogowy. Poprzednik, którego opisałem, daje opis swoim klientom, można by rzec, dodatkowo. Dzięki temu, po prostu możesz sobie z metki przeczytać co powinno być do niej doczepione. W Nike tego nie uświadczysz, ale jest jeden trick, dzięki któremu też możesz szybko zweryfikować czy jest w ogóle po co siadać do analizy danej koszulki. Ot tak na pierwszy rzut oka, jak w przypadku Adidasa. Numer katalogowy składa się z 9 znaków – sześć podstawowych i trzy dodatkowe. Format xxxxxx-xxx. Ostatnie trzy znaki to wariant, przez niektórych mylnie nazywanych jako kolor. Już tłumaczę skąd wziął się ten błąd. Pierwsza cyfra po myślniku, czyli siódma w numerze katalogowym Nike, oznacza główny kolor koszulki. Z racji, że ogółem cyfr mamy 10, to właśnie tyle jest dostępnych kombinacji. Choć do tej pory nie spotkałem koszulki, która miałaby w użyciu dziewiątkę, dlatego ją zostawiam nieopisaną. To co oznacza która cyfra?

0 – czarny i szary

1 – biały

2 – brązowy

3 – zielony

4 – niebieski, granatowy

5 – fioletowy

6 – czerwony, różowy, bordowy

7 – żółty

8 – pomarańczowy

9 –

Pamiętaj, że ta cyfra określa główny kolor trykotu (lub jego pochodne). Ciekawym przypadkiem są niektóre koszulki Barcelony, gdzie niemalże jest pół na pół granat z bordowym. Wtedy Nike musi stwierdzić który kolor jest tym głównym i podciągnąć ją pod którąś cyfrę, czyli 4 lub 6. Złoty też bywa różnie rozumiany. Widziałem przypadek, gdzie kolor takiego brudnego złota był podciągnięty pod 2, a bardziej lśniące i błyszczące pod 7. Chodzi o to, aby w miejscu koloru nie widniała 1, gdy koszulka jest np. niebieska. Wtedy od razu wiesz, że 1 oznacza biel, a mając po drugiej stronie niebieski (albo jakikolwiek inny) kolor, trzymasz w łapie fejka. I po co to tracić czas na dalsze ustalanie legitności? Zobacz poniżej – biały trykot, a pierwsza cyfra po myślniku to 1. Powyżej Ci napisałem, że biały właśnie ma jedynkę. Zgadza się? Zgadza 😉

Tylko ta jedna cyfra stanowi o kolorze i błędem jest twierdzenie, że ciąg znaków po myślniku oznacza kolor. Podam Ci prosty przykład. Dajmy na to, że koszulka Polski ma numer 000000-100, bo jest biała. Identyczna koszulka, ale Anglii, mogłaby mieć numer 000000-101. Nie byłoby w tym nic złego. Założyłem, że różniłyby się tylko herbami. Reszta jest identyko taka sama. I co, różnica po myślniku nadal oznacza kolor? Nie. Tylko jedna cyfra oznacza kolor, a w całości jest to wariant koszulki, który ma w sobie zakodowany jej główny kolor (w postaci jednej cyfry). W podanym przykładzie jedna koszulka byłaby z godłem Polski, a drugim wariantem tego samego modelu byłoby godło Anglii. Pamiętaj o tym. Nie kolor, tylko wariant. Choć znów są wyjątki i producenci, którzy sami potrafią czasem opisać to co jest po myślniku jako „kolor”. Bezpieczniej jednak jest nazywać to wariantem w każdym przypadku. Nawet gdy czasem faktycznie jest to kolor. Coś jak z kwadratem i prostokątem – nie każdy prostokąt jest kwadratem, ale każdy kwadrat jest prostokątem.

Na koniec została Puma. Ten producent łączy w sobie cechy obu przed chwilą opisanych producentów. Z jednej strony nie stroni od opisów jak Adidas, czyli chętnie informuje o tym dla kogo dana koszulka została wyprodukowana i jakie ma kolory, a z drugiej stosuje warianty jak Nike. W przypadku Pumy, te warianty są częstsze i bardziej widoczne, bo o ile Nike w znakomitej większości przypadków dwóm krajom dałoby całkowicie inne numery katalogowe, o tyle Puma często potrafi rozróżniać koszulki tylko po wariancie. W przypadku tego producenta, wariant składa się z dwóch cyfr po myślniku. Od razu powiem, że cyfry po myślniku w Pumie nie mają ukrytego znaczenia jak ma to miejsce w przypadku koloru w produktach Nike. Po prostu mogą się zmieniać od 01 do 99 i tym samym oznaczać zupełnie inne koszulki. Przykład? Mam nawet w kolekcji. Repliki Polski oraz Czech z tych samych lat to odpowiednio 732046-13 oraz 732046-07. Baza do stworzenia tych koszulek była ta sama, więc główna część numeru katalogowego została ta sama, a wszystkie różnice są zawarte po myślniku. Dlatego nazywaj tę część numeru katalogowego wariantem, a nie kolorem. Różnica między tymi dwoma, poniżej pokazanymi trykotami, jest chyba większa niż tylko kolor, co?

W przeciwieństwie do Adidasa, w Pumie można spotkać się z oznaczeniem S/S, co oznacza nic innego jak short sleeve – krótki rękaw. Z nieznanych nowości może być sposób opisywania wersji meczowych, co Puma robi na całe mnóstwo sposobów – PL, Pro, Promo, AU, authentic itd. Czasem po prostu wykorzystuje nazwę technologii meczowej, która wtedy poświadcza o tym, że masz do czynienia z meczówką, np. ACTV czy evo. Zdarza się także tak, że koszulka jest meczowa, a metka o tym nie wspomni. I mam nawet taką sztukę, gdzie trykot jest nawet niekomercyjną meczówką, a metka nie ma kompletnie żadnego oznaczenia w tym temacie. Przypadków są dziesiątki. Przepraszam, tysiące. Dałem Ci tu główną wiedzę i podstawowe zasady. W całą resztę wyposaży Cię doświadczenie, bo nie sposób jest spisać wszystko. A i tak już chyba dość przydługo tu ględzę, co?

Metki mają ważny głos!

Jesteś zaskoczony faktem jak wiele mówią metki? Czy zastanawiasz się po co Ci to wiedzieć? Powody są co najmniej dwa. Po pierwsze, umiejętność czytania metek jest niezbędna podczas rozpoznawania podrobionych koszulek piłkarskich. Następnie przydaje się do prawidłowego dbania o koszulki, tak aby służyły Ci przez wiele lat, gdyż są one niezwykle trwałe. Obu tych rzeczy nauczę Cię w kolejnych artykułach na moim blogu 🙂

Jeżeli chcesz zbierać koszulki i nie przejmować się problemem oryginalności, bo wystarczy Ci oprzeć się na mojej wiedzy i doświadczeniu, to mam gotowe rozwiązanie. Stworzyłem miejsce, które gwarantuje nie tylko bardzo szeroki wybór trykotów, ale także ich oryginalność – Świat Koszulek Piłkarskich:

Stwórz swój własny Świat Koszulek Piłkarskich! (klik)

Zajrzyj do mojego sklepu i… tak jak ja, stwórz swój własny Świat Koszulek Piłkarskich! 😉

Dostajesz unikatową wiedzę za darmo

Znałeś ten trick ze sprawdzeniem głównego koloru koszulki Nike, przez co możesz w szybki sposób wykryć podróbę, w zasadzie… nie patrząc na nic innego? A może wiedziałbyś co oznacza „PL” na etykiecie Adidasa? Albo mylnie postrzegałeś rolę wariantu i zdziwiłby Cię niemal identyczny numer katalogowy dla dwóch różnych koszulek? Lub wierzyłeś w mit o obecności hologramu?

Widzisz, daję Ci tu taką wiedzę, którą nikt inny do tej pory się nie dzielił. Mam nadzieję, że to docenisz, bo… mam jeszcze sporo takich asów w rękawie. Tylko potrzebuję czasu, aby móc bezpłatnie realizować kolejne artykuły i projekty, dzięki którym zyskasz zupełnie unikatowe informacje. Posiadając taki oręż, nie dasz się naciągnąć oszustowi na podróbę, a w efekcie zaoszczędzisz setki, o ile nie tysiące złotych w przyszłości. Podziel się ze mną tym co dzięki mnie zaoszczędziłeś, nie dając się wrobić oszustowi, a ja te środki przeznaczę na coś, co z pewnością będzie kolejną wartością dodaną dla… Ciebie 😉

Oto link do mojej zrzutki, na której możesz wrzucić mi przysłowiowego siedemnastaka:

Moja kolekcja, a Twoja wiedza – bądź świadomy 🙂

Nie zapomnij podzielić się tym materiałem w social mediach i wysłać go znajomym. Wspólnie dbajmy o świadomość 👊

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

3 komentarze “7. Co mówią metki, czyli jakie tajemnice skrywają?”