Pewnego letniego słonecznego dnia, zdrowo walnięta para postanowiła oficjalnie powiedzieć „ślubuję kibicować Manchesterowi United do końca życia”… Wróć! Przed tym jeszcze się coś wydarzyło. Zanim zaczęli kibicować póki śmierć ich nie rozłączy, powiedzieli sobie sakramentalne „tak”.
Na wstępie ostrzegam Cię, że nie jestem normalny. Sens znaczenia słowa „normalny” można rozpisać na oddzielny artykuł, ale… Ja żyję inaczej niż wszyscy. Robię rzeczy inne niż wszyscy. Myślę inaczej niż wszyscy. Zresztą, ten blog jest zupełnie inny niż wszystkie w tym kraju. Przeczytasz tu zatem o ślubie, innym niż wszystkie. Przyjacielu, jeżeli uznasz że to co robię jest głupie, idiotyczne i złe, to wiedz że dla mnie to jest spoko. Masz prawo tak sądzić. Rób i myśl w swoim życiu co chcesz. Mi nic do tego. Ja postępuję tak jak mi się podoba i to jest w życiu super, że każdy ma wybór. Chcę się tu dziś z Tobą podzielić kawałkiem szczęścia i szaleństwa. Życzę Ci, abyś także w życiu miał takie szczęśliwe chwile, które przeżyjesz na swój sposób. Najlepszy dla siebie.
W oczach wielu ludzi nie jestem kibicem, tylko chorą psychicznie kreaturą, której obsesją jest… Manchester United. Podoba mi się to. W życiu trzeba mieć pozytywną obsesję. Manię. Pasję. Coś co sprawia, że mówisz „dzień dobry poniedziałeku, jaki cudowny dzień!”. Zamiast „znów poniedziałek, trzeba wstać, o rety…”. Powiem więcej. Obsesja w pozytywnym tego słowa znaczeniu, tak jak mówił o tym niejednokrotnie Maciej Wieczorek (pozdrawiamy z żoną!), jest niezbędna.
Jak o tym piszę, to aż przypomniała mi się pewna, nazwijmy to delikatnie rzecz ujmując, ikoniczna flaga. Gość napisał na niej „powiedziała mi United albo ja”. Pod spodem dodał: „czasami za nią tęsknię”. Jedno jest pewne – takiego dylematu mieć nie będę.
Część I
Na najważniejsze w życiu momenty warto mieć coś fajnego. Przyszykowałem krawat, który został wyprodukowany w 1993 roku z okazji… pierwszego mistrzostwa sir Alexa Fergusona! Oczywiście, był to pierwszy oficjalny sezon w formule nazywanej Premier League. Jest dla mnie wyjątkowy z jeszcze jednego powodu – właśnie w tym roku przyszedłem na świat. Ten krawat to moja perełka, którą założyłem tylko dwa razy – na własny ślub i pierwszy mecz na Old Trafford, gdzie miałem przyjemność gościć w Ambassador Lounge. (kliknij, aby przeczytać)
Do wystroju nie mogło zabraknąć klubowych spinek do mankietów, zaś w butonierce znalazła się czerwona róża. Zgadniesz dlaczego akurat czerwona róża? Trzy, dwa, jeden…
To właśnie czerwona róża była jednym z pierwszych symboli „Czerwonych Diabłów”. Przez długi czas, bo aż do 1970 roku widniała w herbie klubu. Czerwona róża była symbolem hrabstwa Lancashire, w którym to leżało miasto Manchester. Dlatego, gdy Manchester United po raz pierwszy w swojej historii sięgnął po poważne trofeum w 1909 roku, pokonując w finale Pucharu Anglii Bristol City 1:0, to na koszulce herbem była właśnie czerwona róża. Aaaaa… prawie zapomniałem. Na tę okazję miałem jeszcze oficjalne skarpetki Manchesteru United wyprodukowane przez firmę Paul Smith, które dostałem w prezencie podczas pobytu na Old Trafford. W stroju prawdziwego maniaka nie ma miejsca na przypadek. Każdy element ma swoją symbolikę.
Moja, wówczas przyszła żona, która jest nie mniejszym kibicem niż ja, również chciała ozdobić swój strój ukochanym klubem. Padło na kolczyki oraz wiązankę składającą się z czerwonych róż. Wchodzisz. Patrzysz. Kibic do wzięcia za żonę. Czego chcieć więcej od życia?

Proszę szanownego Państwa, tu w końcu ślub biorą kibice!
Razem z żoną czasem lubimy wyrazić siebie. Na różne sposoby. W końcu raz się żyje! Dzień który minął, drugi raz się nie wydarzy. A życie bywa tak kruche i niepewne. Czasem miewam chwile zadumy. Po nich przychodzą mi myśli, że warto pozwolić sobie na coś szalonego. Z wiekiem dociera do mnie, że często staję przed wyborem: albo to zrobisz, albo ta szansa przeminie i może już nigdy się nie powtórzyć. Pomyślałem zatem… czemu nie? A niech się dzieje!
Wrzuciliśmy na salę herb. Dekorację zamieniliśmy na klubowe gadżety, które nadały unikalnego kibicowskiego klimatu i wypełniły salę. Standardowe nakrycie stołu podmieniliśmy na klubową czerwień z herbami. Zamówiliśmy, jak się później okazało, za duże kieliszki i… w ten sposób zamieniliśmy salę w miejsce, przy którym miały zasiąść drużyny. Panny młodej przy jednym stole. Pana młodego przy drugim. W tym całym szaleństwie, to co często słyszymy że jest stresującym elementem, dla nas było świetną zabawą. Przerzucaniu się pomysłami towarzyszył śmiech, a nie stres.
Każdemu z Was życzymy, aby to właśnie radość i uśmiech towarzyszyły w tym co robicie. Słuchaj, ile my numerów wywinęliśmy… Życie bez wtop nie istnieje! Że w tej zabawie to wszystko się spięło, to jest jakiś cud. Zaczęło się od tego, że cały herb się rozkleił, więc go kleiliśmy i układaliśmy na nim stosy z krzeseł, aby jakoś docisnąć. Skończyło się na tym, że wchodząc na salę zobaczyliśmy, że spinki i agrafki puściły w wielu miejscach. Ale… w tym wszystkim co się wokół nas działo było tyle radości, że ludzie kochani. To i tak już nie miało znaczenia.

Jesteśmy szaleni? W sumie jeszcze nie oceniaj, bo…
To dopiero początek!
Kibicowanie jest jak związek – musisz w nim aktywnie brać udział, aby go tworzyć. Trwasz w nim nie tylko wtedy, gdy wszystko super się układa. Wręcz przeciwnie, najbardziej jesteś potrzebny, gdy dzieje się źle. W trudnych chwilach nie dobijasz swojego partnera, tylko wyciągasz do niego pomocną dłoń. Nie odwracasz się plecami, tylko starasz się znaleźć rozwiązanie.
Tak właśnie jest w związku. Jesteśmy dla siebie. Zawsze. Tak samo jest z kibicowaniem. Trwasz w kibicowaniu nie tylko wtedy, gdy wszystko super się układa. Wręcz przeciwnie, najbardziej jesteś potrzebny, gdy dzieje się źle. Życie czasem jest proste, ale my lubimy je komplikować. Nieraz warto więc spojrzeć na nie przez pryzmat innej sytuacji. Jeżeli pozostajesz przy klubie w przypadku słabych wyników i gdy dzieje się źle, to nie mów mi że zostawisz swój związek w kryzysie? Kibicowanie. Niby taka prosta rzecz. Mogłaby się wydawać błaha i banalna, a jednak może mieć wiele analogii do życia w związku, czyż nie? A co, jakby… połączyć związek i kibicowanie?
Tak też postanowiliśmy zrobić. A co jest prawdziwym „garniturem” każdego kibica? Oczywiście, że koszulka piłkarska! Na naszym ślubie nie mogło więc zabraknąć tego elementu. Czasem widziałem zdjęcia jak ktoś na ślub ubierał koszulkę ukochanego klubu. Czasem pod koszulę. Nieraz pod marynarkę. Myślałem sobie wtedy – sztos. Planowaliśmy, że u nas też pojawi się koszulka.
A może by tak… nie. To głupie. Szalone. Ponad skalę (normalności). Ale znów – drugi raz tego wieczoru nie przeżyję. Krótkie pytanie – robimy to? Ubieramy całe stroje? Ma być zabawa. W końcu to wesele, więc niech będzie wesoło i dużo śmiechu! Wymyśliliśmy, że gdy już impreza się rozkręci i będzie w „odpowiedniej fazie”, to wjedziemy z tortem w strojach. No i…

Jak wymyśliliśmy, tak zrobiliśmy. Śmiechom nie było końca. Dla nas to też było śmieszne i fajne zarazem. Uważam, że trzeba mieć dystans do siebie i jak się bawić, to się bawić na całego. Tak, żeby na drugi dzień nie żałować, albo… nie pamiętać. Z tym drugim to żartuję. Warto pamiętać dobrą zabawę ;p

Dziękuj dziecko, bo masz za co!
Czego bym w tym miejscu nie napisał, to i tak byłoby niewystarczające, aby wyrazić naszą wdzięczność dla rodziców. Dali nam najcenniejszy dar – życie. Wychowali nas w miłości. Niech wybrzmią tutaj słowa, które któregoś wieczora usłyszałem od swoich rodziców, gdy zadałem im pytanie, w jaki sposób ja im się odwdzięczę?
Moja mama odpowiedziała, że właśnie rolą rodzica jest poświęcić się swojemu dziecku. Najlepszym odwdzięczeniem dla nich będzie, jeśli ja zrobię to samo dla swoich dzieci. Czy to nie były piękne słowa? Brzmią w mojej głowie do dziś i pozostaną ze mną na zawsze.
Jestem trudnym człowiekiem. Oj, nawet bardzo. Zresztą… chyba widać? Ostrzegałem, że postrzegam świat w zupełnie inny sposób niż zdecydowana większość. Wychowanie takiego upartego osła to nie lada wyczyn! Tak zupełnie na serio, doceniam swoich rodziców. Gdyby nie ich pomoc i poświęcenie, nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem. Nie osiągnąłbym do tej pory tego, co już udało mi się osiągnąć. Może to brzmieć dla Ciebie jak zwykły populizm, jednak dla mnie ma znaczenie.
Jestem świadomy, że mamy i taty się nie wybiera. Że nie każdy super trafia. Tak jak wcześniej pisałem, że czasem życie jest proste, tak też potrafi być absolutnie powalone. Dla niektórych takie jest od urodzenia. Dlatego jeżeli trafiłeś na rodziców, dla których byłeś i zapewne wciąż jesteś całym światem, okaż im szacunek i pokaż swoją miłość. Czas mija. Kiedyś ich zabraknie. A może już zabrakło? Ja jestem wdzięczny swoim rodzicom za miłość, którą mnie obdarzyli i tego się nie wstydzę.
Chcieliśmy podziękować naszym rodzicom w sposób… cóż za zaskoczenie, inny. Gdy bywałem na weselach, często widziałem wielkie piękne kosze, wypchane po brzegi dobrociami. Raz młodzi przyszykowali paczki wypchane słodyczami. Nie wiem skąd mi się to w głowie bierze, ale moją pierwszą myślą było – no fajnie, odchudzali się na ślub dziecka, a ci im wpakowali górę kuszących słodyczy. Jakbym chciał komuś dbającemu o linię zrobić psikusa… dobre, dobre he he. Będąc rodzicem, pewnie pochłonąłbym wszystko w tydzień. Zresztą widać na zdjęciach, że jestem łakomczuchem :/
Chcieliśmy zrobić coś miłego dla rodziców. Przygotowaliśmy prezentację z przekrojem całego naszego życia. Od kołyski do dnia w którym to sami zakładamy rodzinę. Pragnęliśmy zafundować im piękną podróż po wspomnieniach. Oczywiście, bo inaczej być nie może, zrobiłem wtopę. Przeglądając po kryjomu sterty zdjęć z życia niemowlaków, wstawiłem do prezentacji fotę siostry. Małe i zawinięte w kocyk. Wyglądało jak ja, ale okazało się nie być mną. Mama śmiejąc się powiedziała mi o tym kolejnego dnia.
Wręczyliśmy rodzicom jeszcze upominki. Mamy nadzieję, że za każdym razem, gdy koszulka przewinie im się przez ręce i zobaczą napis na plecach, uśmiech zagości na ich twarzach. Tym bardziej, że nie mamy siebie na co dzień, bo dzieli nas wiele kilometrów.
Chcę Twój autograf! Mój? Właśnie Twój!
Po podziękowaniach dla rodziców, poprosiliśmy wszystkich, aby wpisali nam się do naszej księgi gości. Długo myślałem nad tym, w jakiej formie ją zrobić. Nie chodziło mi tutaj o szukanie dziwnego pomysłu samego w sobie. Chciałem wymyślić formę, która nie wyląduje w otchłani szuflady albo innego zakamarka. Znam siebie. Pamiątki czy kartki po komunii czy 18 urodzinach? Nawet nie wiem gdzie to jest. I czy w ogóle kiedykolwiek to znajdę. Chodziło mi więc po głowie zadanie pt. co tu zrobić, aby mogło to z nami zostać na długo jako pamiątka po ludziach, którzy z nami byli, tak żeby to było trwałe i mieszkało z nami, a nie na dnie szuflady. Przestałem oszukiwać samego siebie – do księgi w postaci papierowej, zajrzę pewnie raz na 25 lat. Potrzebuję czegoś innego.
Jesteśmy na tym świecie na chwilę. Mrugnięciem oka. Ja w przyszłości umrę. Odejdę. Zniknę. Mam tego świadomość. Z tej racji wiem, że to także czeka moich bliskich. Chodziłem i kminiłem co wymyślić, aby mieć taką pamiątkę na całe życie, by móc nią przypominać sobie ludzi, których kochamy.
Mówią, że najciemniej pod latarnią. Kolekcjoner koszulek piłkarskich, otoczony setkami trykotów… szukał pomysłu wszędzie, tylko nie w tym co miał przed oczami. Tak właśnie często bywa, że szukając daleko, rozwiązanie mamy tuż przed własnym nosem. Tylko go nie dostrzegamy. Jak mnie w końcu olśniło, że zrobimy z koszulki księgę gości, to wszystko spięło mi się w jedną całość.
W związku z nietypowym formatem naszej księgi, ogłosiłem naszym gościom, że tego wieczoru to oni dla nas są kimś pokroju gwiazd światowego futbolu. My marzymy posiadać ich autograf, który prosimy złożyć na koszulce. Pomysł spodobał się naszym gościom i dla wielu był ciekawym doświadczeniem. W końcu na ilu trykotach składałeś podpis? Wyszła z tego kolejna fajna zabawa.
Ja zaś osiągnąłem swój cel w postaci posiadania księgi gości, która nie wyląduje w szufladzie. Marzymy, by w przyszłości oprawić tę koszulkę w ramę i powiesić w domu. Tak, aby mijając ją, codziennie spojrzeć na inny podpis. Pomyśleć o tej osobie. Przypomnieć sobie radosną chwilę z nią związaną. Uśmiechnąć się. Podziękować za życie tej osoby. Już dziś pisząc te słowa, nie ma z nami na świecie wszystkich, którzy się na tej koszulce podpisali…
Ten trykot często będzie nam o nich przypominać. Kto wie, jeżeli Pan Bóg pozwoli mi długo żyć, być może będę opowiadał swoim dzieciom i wnukom, czyj podpis do kogo należał. Jacy byli. Przekazywał dziedzictwo i historię rodziny. Jako kolekcjoner, szczególnie cenię te wartości. W podobnym celu zbieram trykoty. Historia dzieje się właśnie w nich, a więc one są niczym kartki z pamiętnika danych drużyn.

Wyglądasz świetnie, ale możesz jeszcze lepiej? 😉
Podczas proszenia na ślub mówiliśmy, że nasi goście mogą wziąć ze sobą koszulkę piłkarską. O ile taką mają. I oczywiście, bez żadnego przymusu. Skąd taki pomysł? Pomyśleliśmy, że jak wyskoczymy przebrani, to może ktoś jeszcze założy trykot na koszulę czy sukienkę. Każdy z nas jest inny. Ma swoje przekonania i upodobania. Nie każdego w ogóle interesuje piłka nożna czy sport. My to w pełni szanujemy. Nigdy nikogo nie chcielibyśmy do czegoś zmuszać.
Gdy zabawa była odpowiednio rozkręcona, a atmosfera już dawno była daleko od tej oficjalnej… Znasz ten moment, gdy niektórzy trzeźwieją i zaczynają tę samą imprezę drugi raz? Zawsze miałem takiego kumpla. My byliśmy już w strojach, rodzice w koszulkach, więc… brakowało tylko więcej koszulek! Poprosiliśmy naszych gości o założenie i… to było niewiarygodne! Sala zaroiła się od trykotów. Nasi goście zrobili to dla nas. Byliście, jesteście i będziecie na zawsze niesamowici!

Oczepi… piłkarski quiz!
Wymyśliłem, że w ramach zabawy, zorganizuję piłkarski quiz. 5 różnych kategorii, po 5 w każdej. Czyli 25 pytań. Odpowiadał ten kto jako pierwszy się zgłosi. Dobra odpowiedź to punkt na konto drużyny odpowiadającej. Zła – punkt dla przeciwników. Jedno było pewne – nie mogło być remisu.
Skoro zrobiło się piłkarsko, plan był prosty. Drużyna młodego kontra drużyna młodej. Wybraliśmy kapitanów zespołów, którzy dobrali do swoich drużyn po 4 osoby ze swoich rodzin. Zaczęła się ostra zabawa bez trzymanki, gdzie podchmieleni amatorzy pięknego sportu mierzyli się z iście diabelskimi pytaniami.
Niektórzy kłócili się, że Lubański ma więcej bramek w reprezentacji niż Lewandowski. Inni w przypływie euforii chcieli wymieniać więcej medali polskiej reprezentacji na Mistrzostwach Świata niż dwa. Były nawet takie głosy, że maksymalna liczba piłkarzy na ławce rezerwowych to… 4! Powiedzieć, że było epicko, to jak nic nie powiedzieć.
Quiz ułożył się perfekcyjnie. Po 24 pytaniach był remis 12:12, przez co ostatnie decydowało o zwycięstwie. Ostatnia kategoria dotyczyła Manchesteru United. Rozstrzygające pytanie było trudne. Przyznaję. Dotyczyło długości kadencji sir Alexa Fergusona na Old Trafford. Do odpowiedzi zgłosiła się drużyna panny młodej i ich odpowiedź, mimo dopuszczonego marginesu błędu, była nieprawidłowa. Dzięki temu triumfowała moja strona!
Ten quiz to był chyba najlepszym pomysłem, na który mogliśmy wpaść. Śpiewanie, gwizdy, przekrzykiwanie się z przeciwnikami, kibicowanie – atmosfera niczym na dobrym okręgowym meczu! Niektórzy tak mocno przeżywali porażkę, że przez kilka kolejnych dni domagali się rewanżu. Obiecałem, że gdy w przyszłości na świat przyjdzie nowy fan lub fanka „Czerwonych Diabłów”, to rozegramy rewanż na chrzcie.
Słowa dotrzymałem. Nowy mały kibic jest na świecie. Chrzest był. Quiz również. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że sam go prowadziłem, ale nie wiem kto wygrał. Czasem zabawa i fajnie spędzony czas ze sobą są ważniejsze od wyniku.
„Ze wszystkich rzeczy nieważnych, piłka nożna jest najważniejsza!”
Ta sentencja jest tak dobra, że nią zakończę. Chciałbym również życzyć każdemu z Was, abyście mieli swoją najważniejszą rzecz, z tych nieważnych. Dobierzcie się tak, że razem będziecie stanowić idealną całość. Żyjcie tak jak chcecie. Róbcie to co Wam serce podpowiada. A w trudzie życia codziennego, które nas wszystkich przytłacza, czasem odwalcie coś poza skalę. I bawcie się przy tym tak, jakby jutro miało nie istnieć.
Drodzy rodzicie i goście, dziękujemy Wam za to szaleństwo. Niechaj ten artykuł będzie dla Was miejscem, w które zawsze możecie wrócić i przypomnieć sobie jak nierówno pod sufitem… ma to małżeństwo!
Może i nie jesteśmy normalni, ale za to jesteśmy szczęśliwi 🙂
2 komentarze “Piłkarski ślub? Zrobiliśmy to!”