Kolekcjoner koszulek piłkarskich
Kolekcjoner koszulek piłkarskich

Derby Anglii – przygoda życia! :)

Jeśli mnie obserwujesz, to dobrze wiesz, że jestem kibicem Manchesteru United. W zasadzie to… jestem opętanym świrem na punkcie wszystkiego co ma jakikolwiek związek z „Czerwonymi Diabłami”. Każdy przeciętny człowiek kogoś takiego jak ja postrzega z pewnością jako osobę nienormalną 😉

Ja po prostu żyję Manchesterem United i to w takim stopniu, że wszyscy wokół mnie też już tym żyją – rodzina i znajomi bardzo często pytają o klub, co w nim słychać, po meczach dzwonią pogadać o wyniku, grze itd. Nawet moja narzeczona nie wyobraża sobie nie obejrzeć meczu i ma pełną szafę klubowych ciuchów! Niesamowite, prawda? Gdy poznaliśmy się kilka lat temu (jeszcze za czasów sir Alexa), była dziewczyną która nie wiedziała, że Manchester United w ogóle istnieje. Teraz mecz dla nas jest świętem i nie poszlibyśmy na własne wesele, gdyby w tym czasie „Czerwone Diabły” rozgrywały mecz. Serio.

Raaaaaaadość!!! 😀

Po wielu latach kibicowania, dzięki jednemu ze sponsorów Manchesteru United, marce Remington, mogliśmy zrealizować swoje marzenie i wybrać się na mecz. I to nie na byle jaki mecz! Wygrywając zorganizowany przez Remington konkurs, otrzymaliśmy zaproszenie na najlepszy mecz na świecie na najlepszym stadionie świata – Derby Anglii na Old Trafford! Dwa największe i najbardziej utytułowane angielskie kluby na największym klubowym stadionie w Anglii… Manchester United vs Liverpool, czy cokolwiek może brzmieć lepiej? 😉

Jakby komuś tego było mało… to dzięki Remingtonowi także otrzymaliśmy zaproszenie do AON Training Complex! Taaaaak, mogliśmy na własne oczy zobaczyć jak wygląda codzienność zawodników, gdzie przyjeżdżają na treningi, obejrzeć centrum treningowe i nie tylko, gdyż czekało tam na nas mnóstwo niespodzianek!

Wizyta w AON Training Complex

Jimmy Murphy Centre

W sobotni poranek, w nasz pierwszy dzień pobytu w Manchesterze, pod Old Trafford spotkaliśmy się z naszym przewodnikiem Oliverem, który miał tego dnia sprawować nad nami pieczę. Ollie najpierw pokazał nam w którym miejscu na stadionie powinniśmy stawić się w niedzielę, a potem zabrał nas do AON Training Complex. W ośrodku treningowym na powitanie ugoszczono nas w Jimmy Murphy Centre, czyli w takiej sali gościnno-konferencyjnej. Pierwszym punktem naszej wizyty miało być Q&A z legendami Manchesteru United.

Albert Morgan – fota nie z AON Centrum Training, lecz ze spotkania przed meczem na Old Trafford 🙂

Pierwszą osobą która weszła do sali był Albert Morgan – wieloletni kit man Manchesteru United, czyli osoba zajmująca się strojami i wyposażeniem piłkarzy. Jestem kolekcjonerem koszulek piłkarskich, więc możesz sobie spróbować wyobrazić co czułem i jaką miałem minę, gdy tuż obok mnie, jak gdyby nigdy nic, staje sobie gość, który prawie przez pół życia zajmował się koszulkami w moim ukochanym klubie! Jeśli nie wiesz o kim mówię, to możesz go kojarzyć z reklamy Nike, gdzie wystąpił razem z Cristiano Ronaldo.

Jakby tego było mało, po chwili próg sali przekroczył… Denis Law! Zdębiałem. Żywa legenda będąca na pomniku przed Old Trafford, pierwszy piłkarz w historii Manchesteru United który zdobył złotą piłkę, rekordzista w ilości strzelonych bramek w jednym sezonie (46), trzeci strzelec w historii Manchesteru United (237), stoi tuż obok mnie! Nie ma słów aby opisać Denisa i to w jaki sposób przez kilkadziesiąt minut opowiadał o swojej karierze i dawnych latach, o wielu wielkich ludziach w klubie takich jak sir Matt Busby czy George Best. Słuchając go czułem, jak piłka wciąż z niego emanuje. To naprawdę niewiarygodne jak wiele wigoru może mieć człowiek w takim wieku!

Po powrocie z AON Training Complex na Old Trafford, dzięki Ollie za świetny pstryk! 🙂

Denis opowiedział wiele ciekawych anegdot – o tym jak od sierpnia do listopada na boiskach nie było trawy tylko błoto, jak Best po meczach chodził do pubów i ile potrafił wypić, lub jak potrafił wziąć prywatny odrzutowiec i zniknąć na cały weekend, żeby w poniedziałek rano stawić się na treningu tak jakby nigdy nic się nie stało. Porównywał również piłkę ze swoich czasów do dzisiejszej, mówiąc że za takie faule jak dziś dyktuje się rzuty karne, kiedyś można było być tylko wyśmianym. I że on jako wojownik, który w każdym meczu toczył bitwę, kompletnie nie rozumie kulania się zawodników po faulu, a już w szczególności tych którzy nad wyraz kulają się po boisku, a jak się zorientują że są za linią, to wkulają się z powrotem na nie! Kiedyś by nikt na nich w ogóle nie zwrócił uwagi.

Na zadane pytanie o najlepszy o najbardziej pamiętny moment jego życia odpowiedział – wiesz, że jestem Szkotem, prawda? To było na Wembley… jak ich pokonaliśmy. Dokopaliśmy im, a ja strzeliłem bramkę. Ooops, chyba znów się naraziłem Anglikom? (śmiech) Sprawdziłem i faktycznie było to wielkie zwycięstwo Szkocji, gdyż niespełna rok wcześniej Anglicy właśnie na Wembley zdobyli mistrzostwo świata i byli niepokonani od 19 meczów.

To jak światłą i żartobliwą osobą jest Denis, nie są w stanie oddać żadne słowa przelane na papier. Gdy go spotkasz i usłyszysz w jaki sposób mówi o piłce, wyłoni Ci się wizerunek prawdziwego wojownika, który walczył za Manchester United w każdym meczu. Ja zaś mogłem podejść i porozmawiać z Denisem, wziąć od niego autograf i uścisnąć mu dłoń! Dla każdego fana który jest „Diabłem” do szpiku kości jest to coś absolutnie wyjątkowego. Moment uściśnięcia dłoni takiej legendy pozostanie we mnie do końca życia! 🙂

Jestem mega szczęściarzem, że mogłem przeżyć taką chwilę. Jak to w przypadku ludzi nienormalnych, pół mojego bagażu stanowiły koszulki klubu! Inaczej być przecież nie mogło ;p Na całe szczęście jedną z nich była niekomercyjna meczowa wersja koszulki bez logo Chevroleta z grafiką pomnika stojącego przed Old Trafford, gdzie środkową postacią jest Denis Law. Poprosiłem więc go o autograf na tej koszulce, skoro… już na niej jest 🙂

Spotkanie z zawodnikami Manchesteru United

Po rewelacyjnie spędzonym czasie w Jimmy Murphy Centre, poszliśmy na spotkanie z… pierwszą drużyną Manchesteru United! Mogłem obserwować jak zawodnicy których oglądam na ekranie, którym kibicuję, za których co mecz ściskam kciuki, tak po prostu wychodzą na boisko obok mnie 😀 Po chwili pojawił się oficjalny klubowy fotograf, który jako jedyny może robić zdjęcia w centrum treningowym, ponieważ wszystko jest ściśle tajne i strzeżone. Nie mogłem więc zrobić żadnych zdjęć, aby przez przypadek czegoś nie zdradzić! Tak jak nikomu do czasu ogłoszenia składów nie powiedziałem, że David zagra w wyjściowej jedenastce, bo na treningu był centralną postacią wśród bramkarzy 😉 Dobro klubu przede wszystkim! 🙂

Wracając do tematu, fotograf ustawił zawodników w jedną grupę i… zapraszał po kolei do zdjęć. Z racji iż przedstawicielami marki Remington była tylko nasza dwójka, to… poszliśmy do zdjęcia z pierwszym zespołem we dwoje! Nie wiem czy na świecie jest ktokolwiek, kto potrafi sobie wyobrazić to co czuliśmy? Tego uczucia nie da się opisać w żadnym języku! Największy świr Manchesteru United na świecie wraz ze swoją narzeczoną pozuje sobie do zdjęcia z całą drużyną Manchesteru United 😀 Zabrakło tylko księdza, który dałby nam w tej chwili ślub 😉

To kolejne z przeżyć, które zostanie ze mną do końca życia – moment który będziemy opowiadać wnukom. Mamy własne zdjęcie z całą drużyną „Czerwonych Diabłów”. To jest coś co przekroczyło nasze najśmielsze oczekiwania. To jest nasza fotka życia! 😀

Autografy!

Po zakończeniu zdjęć zawodnicy udali się na boisko treningowe, aby zacząć przygotowania przed starciem z Liverpoolem. To był moment, który mogłem wykorzystać, aby zdobyć jakiś autograf. Pierwszego piłkarza którego udało mi się zaczepić i poprosić o podpis był Aaron Wan-Bissaka, czyli aktualnie jeden z najlepszych prawych obrońców świata, istny człowiek pająk. Uwielbiam gościa 🙂

Drugi podpis złożył mi aktualnie najjaśniejszy punkt klubu, czyli Daniel James. Słuchaj, on na żywo jest naprawdę malutki! Mimo to nie odpuszcza ani jednej piłki, walczy do końca nawet z przewyższającymi go o trzy głowy rywalami! Wielki szacun dla Walijczyka. Jako trzeciego udało mi się złapać Anthony’ego Martiala – pamiętasz jego debiutancką bramkę i przeciwko komu ją strzelił? To był niesamowity rajd! Wierzę, że nasza stara nowa dziewiątka da wszystkim kibicom jeszcze wiele takich momentów do zapamiętania 🙂 Czwartego chętnego do podpisu złapałem Ashleya Younga, czyli obecnego kapitana zespołu. Ashley cały czas się uśmiechał i to przed takim ciężkim meczem jaki go czekał, więc to mi dało do zrozumienia, że Anglik jest w dobrej dyspozycji i zagra dobry mecz – w momencie pisania tego tekstu Ashley ma najwięcej celnych dośrodkowań w Premier League!

Ostatni autograf złożył mi Juan Mata – uwierz mi, nigdy nie widziałem piłkarza, który byłby bardziej „social” niż on. To gość, który nie potrafi obojętnie przejść obok fana. I to nie jest przypadek, bo często na nagraniach widzę, gdy Juan zatrzymuje się na fotkę lub aby dać autograf kibicom, podczas gdy wielu piłkarzy po prostu przechodzi. Wielka klasa Juan i mega Ci dziękuję. Do spotkania z klubowymi legendami i zdjęcia z pierwszą drużyną mogę doliczyć fakt, że osobiście zdobyłem 5 autografów! Co za dzień, co za dzień… a to jeszcze nie był koniec 😉

Sesja treningowa i… niespodziewany gość 🙂

Następnie pozwolono nam pójść za zawodnikami i obserwować ich sesję treningową. Bramkarze ćwiczą oddzielnie na jednym boisku, pierwszy zespół razem na drugim, a zawodnicy którzy są kontuzjowani lub wracają po urazach i nie zagrają w najbliższym meczu na trzecim (tak jest chyba wszędzie, więc nie zdradzam tu żadnej tajemnicy). Jednak przez taki podział wiedziałem kto na pewno nie zagra z Liverpoolem, ale nikomu nie pisnąłem ani słówka, aby taka informacja w żaden sposób nie dotarła do obozu Liverpoolu!

Muszę przyznać, że na żywo widać dużo więcej aspektów niż przez jakikolwiek ekran. Zawodnicy różnią się między sobą bardziej, niż do tej pory myślałem. Ich mocne i słabe punkty są jeszcze bardziej wyraźne. Co ważne, w zespole widać rywalizację, a jednocześnie dobrą atmosferę. A żeby ta atmosfera była jeszcze lepsza… w ośrodku treningowym zjawił się sir Alex Ferguson! Nie mogłem w to uwierzyć, że najlepszy menedżer w historii futbolu stał jakieś 10 metrów ode mnie i rozmawiał sobie z Ole! Najpierw spotykasz dwie legendy klubowe w Jimmy Murphy Centre, potem całą pierwszą drużynę, a na końcu sir Alexa. Pytanie brzmi – czy ten dzień nie jest zbyt piękny, aby był prawdziwy? 🙂

Gdy Fergie pojawił się na murawie, od razu było czuć magię emanującą z jego osoby. To niesamowite jak wielką historię może nieść ze sobą jeden człowiek. Gdy tylko zobaczyłem, jak wraz z Ole poszli do pierwszego zespołu, od razu wiedziałem po co sir Alex się zjawił – nikt na świecie nie ma takiego autorytetu, nie ma takiej mocy przekonywania i nie potrafi tak zmobilizować piłkarzy jak on. Już wtedy poczułem, że następnego dnia zwycięska passa Liverpoolu zostanie przerwana 🙂

Zakończenie wizyty w ośrodku szkoleniowym

Pobyt w AON training Complex był tak niesamowitym dniem, niosącym ze sobą tak potężną dawkę wrażeń, że do tej pory sam w sobie nie potrafię się pozbierać. Dla kogoś kto żyje klubem, kto chce dla niego jak najlepiej, kto zna jego historię, taki dzień jest najszczęśliwszym dniem w życiu! Zdobyte w tym dniu koszulki z autografami zamierzam obsadzić w ramy, aby pozostały z nami do końca życia i z każdym spojrzeniem przypominały nam ten szczęśliwy dzień 😀

Pierwsza z koszulek z moim autorskim pomysłem na obramowanie 🙂
Druga rama nosi nazwę “The United Trinity”, czyli dokładnie taką jak jej główny motyw – pomnik przed Old Trafford 🙂

W tym miejscu muszę oddać wielki ukłon w stronę Olivera, który przez cały dzień był dla nas najlepszym doradcą i dał z siebie wszystko co najlepsze po to, abyśmy jak najwięcej w tym dniu skorzystali. Wszędzie byliśmy pierwsi i najlepiej poinformowani! Bez Olivera ten dzień nie byłby taki sam, więc Ollie, dziękuję Ci za wszystko. Na zawsze pozostaniesz częścią tego wspaniałego dnia! 🙂

Dzień święty… yyy to znaczy, dzień meczowy!

Angielskie śniadanie

Tęsknię za tym talerzem 😉

Niedzielę zaczęliśmy od czynności, którą musi zrobić każdy, kto odwiedzi Anglię. Nasz przyjaciel, Rafał, zabrał nas z samego rana na typowe angielskie śniadanko – bekon, kiełbaska, jajko i fasolka, a do tego oczywiście tosty! I na deser rogalik, który był pyszny, ale nie wiem jak się nazywa 😉

Jeśli pierwszy raz się wybierasz na Wyspy, to koniecznie polecam Ci znaleźć czas na to, aby zjeść English breakfast, bo jest po prostu… pyszne! A ten bekon… nie wiem jak oni go robią, ale jest zupełnie inny niż w Polsce. Zakochałem się w angielskim bekonie i wszystko do końca pobytu chciałem jeść z bekonem 😛

Dobra, przyznaję się, po takim talerzu jak na zdjęciu… wziąłem jeszcze dokładkę 😀

Wizyta w Megastore

Z naszym przyjacielem Rafałem 🙂

Kolejnym obowiązkowym punktem naszej wizyty na Wyspach był klubowy sklep Manchesteru United znajdujący się na stadionie. To miejsce do którego każdy kibic musi wejść choć raz w życiu ;p

Mnóstwo ciuchów, wiele takich których wcześniej nie widziałem w Internecie. Wybór przeogromny. Megastore nie kończy się tylko na koszulkach piłkarskich. Znalazłem tam bluzę do której herb był przyczepiany na rzep! To chyba jakaś specjalna wersja dla sezonowców, jak im się znudzi kibicowanie Manchesterowi United, to wystarczy że odkleją rzep, a w jego miejsce nakleją dowolny inny 😀

Ogółem muszę przyznać, spodziewałem się że sklep jest znacznie większy i znajdę tam mnóstwo gadżetów, których trochę zabrakło. Należy tu jednak postawić pytanie – sklep faktycznie nie jest taki duży, czy ja już mam tyle koszulek, że moje oczekiwania sięgają nierealnych rozmiarów? 😛 Właśnie, koszulek mam mnóstwo, więc w zasadzie nie po to tam poszedłem, ale jak zobaczyłem krawaty to… musiałem kupić sobie kolejny związany z klubem! Jednak moja narzeczona wyszła ze sklepu zawiedziona, bo nie znalazła kolczyków związanych z Manchesterem United (które tak bardzo chce mieć) ani żadnych innych żeńskich gadżetów. Ehh, ciężko jest z tymi kobietami 😉

Czas iść na mecz! 🙂

Cytując klasyka: „nadszedł dzień dzisiejszy”, czyli moment na który czekałem przez tyle lat 🙂 Na 3 godziny przed meczem mieliśmy stawić się w wyznaczonym miejscu, a dokładniej rzecz ujmując przy wejściu do… Ambassadors’ Lounge! Dzięki Remingtonowi otrzymaliśmy zaproszenia do bardzo ekskluzywnej loży, gdzie o godzinie 13:30 (czasu lokalnego) rozpoczynało się, nazwijmy to, przygotowanie do meczu 😉

W recepcji otrzymaliśmy piękne bilety – będą na pamiątkę, do ramy wraz z koszulką 🙂 W Ambassadors’ Lounge miałem przyjemność ponownie zobaczyć się i porozmawiać z Albertem Morganem! Kurcze, dla kolekcjonera koszulek taki człowiek to istna kopalnia wiedzy. Oczywiście w loży można było swobodnie cyknąć fotkę, więc nie omieszkałem przepuścić okazji zdjęcia z kimś takim jak Albert 🙂

Po przepysznym trzydaniowym posiłku (jaki ja dostałem stek!), do loży przyszedł nikt inny jak Quinton Fortune! Poznałem go od razu i chyba byłem jedną z pierwszych osób która do niego podeszła. Mega miły gość, miła krótka pogawędka i oczywiście fota 🙂

Miejsce na stadionie otrzymaliśmy wyborne – prawie na środku boiska i mniej więcej w połowie wysokości trybuny. Widok był wyśmienity! Piłkarze nie zawiedli – Marcus strzelił bramę tak jak przewidywałem. Dałem mu kapitana w Fantasy Premier League. Znajomi śmiali się ze mnie cały tydzień, że ja mu daję opaskę przeciwko Liverpoolowi. Teraz to ja się z nich śmieję 😛 Wiaaaaaaara!!! GGMU!!!

Na żywo jeszcze bardziej niesamowicie w środku pola wygląda Scott McTominay. To jak on porusza się bez piłki, czyta grę i rozbraja przeciwnika odcinając mu opcje rozegrania jest godne podziwu. Czasem zapatrywałem się w niego, gubiąc przy tym z pola widzenia piłkę. Zaś to co Daniel James szarpał w tym meczu, to ja nie mam żadnych pytań! Widziałem go dzień wcześniej na treningu i był mega szybki, ale to co pokazał w tym meczu to czapki z głów. Takiej charyzmy nam trzeba w zespole! Patrzyłem także jak David broni na treningu, ale w meczu wydał mi się jeszcze szybszy, zwinniejszy i pewniejszy siebie. On wraca do swojej optymalnej dyspozycji. To jest dla mnie niezaprzeczalnie najlepszy bramkarz świata. Jego refleks i zwinność – to kosmita!

Początkowo nie byłem przekonany co transferu Harry’ego Maguaire’a, ale po tym meczu, jak na żywo mogłem obserwować czytanie gry i spokój jakim emanuje na boisku, zwracam honor i mówię otwarcie – to jest człowiek, którego nam było trzeba. Choć moim zdaniem dużo lepiej pasuje do niego Axel Tuanzebe niż Victor Lindelof, z racji tego iż Axel jest bardziej energiczny i potrafi zagrać na wyprzedzenie, co przy czytaniu gry i ustawianiu się Harry’ego, świetnie się uzupełnia. I tu właśnie było widać, że Victor momentami nie nadążał i dawał się wyprzedzić w sytuacjach, w których, śmiem zaryzykować stwierdzenie, Axel nie dałby się pokonać. Panie Ole, ja bardzo proszę o częstsze zestawienie pary stoperów Maguire + Tuanzebe 😉

Aaron Wan-Bissaka… z czego ten gość ma zrobione nogi? Nie wiem jak to nazwać i co on w nich ma, ale jest rewelacyjny. Memy z człowiekiem pająkiem to nie memy, to rzeczywistość! Obserwowałem jak otwierał prawą flankę i potrafił pojawiać się w wolnych przestrzeniach w ofensywie, żeby po chwili być z tyłu i bronić! Wyśmienicie pracuje na nogach, jest mega zwrotny. Uwielbiam gościa. Móc zobaczyć go na żywo w akcji było czymś ekstra!

Mecz zleciał nam naprawdę niczym mrugnięcie oka. Nie chciało nam się wychodzić ze stadionu i… zeszliśmy z trybun jako ostatni! 😀 Tuż za nami był jakiś człowiek z ochrony i tylko czekał aż sobie pójdziemy, zaś na murawie od dawna śmigały kosiarki 😛 Naprawdę tak nam się podoba na Old Trafford, że moglibyśmy tam zostać do kolejnego meczu i w ogóle nie wychodzić 🙂

Podziękowania

To były dla nas dwa niesamowite i niezapomniane dni, za które bardzo chcemy podziękować marce Remington. Od strony organizacyjnej nie spotkaliśmy żadnych przeszkód lub niedomówień, wszystko zostało zorganizowane perfekcyjnie. Nie ma takich słów, aby powiedzieć co przeżyliśmy, czego doświadczyliśmy i jakie w nas na zawsze pozostaną wspomnienia 🙂

I jeszcze Oliver, który sprawił, że sobota była lepszym dniem, niż mogła być! 🙂 Na końcu wizyty w AON Training Complex Ollie powiedział mi że jesteśmy mega szczęściarzami, bo taki dzień zdarza się raz w życiu. Ja mu odparłem, że taki dzień zdarza się raz na tysiąc żyć! 🙂

Jakie plany na przyszłość?

Kibicować, wspierać klub nawet w tych najsłabszych momentach, bo „jeśli nie stać was na wsparcie, kiedy przegrywamy – nie macie prawa wspierać nas, kiedy wygrywamy” – sir Alex Ferguson, i… marzyć. O czym? O kolejnych nierealnych dniach, które nie mają prawa się wydarzyć, tak jak te dwa, które przeżyliśmy! Jakie jest nasze następne nierealne marzenie? Ślub na Old Trafford! 😉

Dla tych co dotrwali, poniżej jeszcze kilka fajnych fotek z naszego wyjazdu! 😀

Sir Matt Busby i… my 🙂
Tablica upamiętniająca katastrofę w 1958 roku
Ale heeeerb, chcemy taki w domu!
Wiem, wychyliłem się do tyłu i… wypchnąłem brzuch! 😀 Jednak tutaj liczy się ten Pan nad nami, bo dzięki niemu dziś jestem “Diabłem” 🙂
“Aby zostać legendą Manchesteru United, idź w prawo ->” 😉
Tu wchodziliśmy na stadion, bo… jak zaczynać przygodę, to tylko z grubej rury! 😀
Przed meczem wzięliśmy udział w zabawie organizowanej przez Manchester United Foundation, gdzie główną nagrodą była koszulka z podpisami pierwszej drużyny! 🙂
Przed pierwszym gwizdkiem 😀
Widok i mecz rewelacja!
Radości nie było końca 🙂
Powrót… oczywiście z szalikiem z miejscem i datą meczu 😉
Is this a helpful article? Share it! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarze “Derby Anglii – przygoda życia! :)”