Kolekcjoner koszulek piłkarskich
Kolekcjoner koszulek piłkarskich

Włoska robota, czyli o trykotach „Azzurri” – Koszulkowy fejk #6

Koszulkowy fejk to seria pokazująca nie tylko podróby i oszustów. Żeby dać Ci większą świadomość, która z pewnością Ci się przyda aby wyśmiać oszustów, poprosiłem o gościnny występ jednego z największych, o ile nie największego, kolekcjonera koszulek reprezentacji Włoch w Polsce, Mateusza Mikę.

Chłop ma już przeszło 100 trykotów „Azzurri”, a jego siłą jest nieograniczanie się do jednego rodzaju danego modelu. W tym artykule skorzystam z potężnego doświadczenia i wiedzy, jakie Mateusz posiada o trykotach reprezentacji Włoch 🙂

Pierwsza wtopa, czyli jak dałeś się nabrać na podróbkę?

Nie znam kolekcjonera, który by nigdy w życiu nie kupił podróby lub nie został na nią oszukany. Gdy lata temu byłem początkujący w tym świecie, można było wcisnąć mi co się chciało z dowolną historyjką. Nie widziałem bowiem różnicy pomiędzy oryginałem, a „tak samo wyglądającą” podróbką. Jak to było u Ciebie?

Jak wielu w tej „branży” mam strategie przeglądania znanych mi serwisów, sklepów i outletów internetowych. Pewnego dnia moją uwagę przyciągnęła „7” na plecach domowego trykotu z 2003 roku. Jako, że także jestem kibicem Juventusu, byłem nią tym bardziej zainteresowany, gdyż była to koszulka z setem Del Piero. Już wtedy miałem parędziesiąt koszulek w kolekcji i starałem się uważnie przyglądać dodatkowym zdjęciom od sprzedającego. Jedynie czcionka była ciemniejsza niż być powinna, lecz właściciel koszulki pisał, że ona tak wychodzi na zdjęciach. Wszystko poza tym się zgadzało: numer na metce, cechy typowe dla modelu i tak dalej…

Czekałem na nią z niecierpliwością, jak na każdą przesyłkę. Za każdym razem paczkę otwieram z ekscytacją i rumieńcem na twarzy. Jest! Piękna, zadbana, prawie idealna. No właśnie… PRAWIE. Czcionka, o której szczegóły pytałem sprzedającego, w rzeczywistości okazała się ciemna jak na zdjęciach. Wtedy zapaliła mi się lampka ostrzegawcza. Wiedziałem, że posiadam dwie takie same koszulki lecz w słabszym stanie. Od razu uruchomiłem śledztwo. Krok po kroku badałem sprawę. Z każdym wywinięciem koszulki z lewej na prawą i z powrotem, podejrzany coraz bardziej się pogrążał. Na jaw wyszły zatajone szczegóły, które kryły się na wspomnianej lewej stronie. Wyszywany herb bezpośrednio na koszulce, a nie naszywka naklejana na koszulce. Brak małej metki pod dużą, odwrotnie wszyta metka zewnętrzna, różna szerokość ściągaczy i inne zastosowane rodzaje materiałów.

Gdybym nie miał modelu do porównania, prawdopodobnie koszulka wylądowałaby w mojej szafie. Pewnie nie na długo, ponieważ jej zawartość często przechodzi weryfikacje, ale… jednak.

Tak się składa, że ten trykot został opisany w debiutanckim artykule Koszulkowego fejka, a więc jego pełną analizę znajdziesz w:

Wszywka nie zawsze ma rację! – Koszulkowy fejk #1 (klik)

Pamiętaj, że poprawny numer katalogowy to za mało, aby być pewnym oryginalności, o czym przeczytasz w podlinkowanym tekście. Z drugiej strony, błędny numer nie przekreśla szans na oryginał. Na co dzień widzę, że zdecydowana większość o tym zapomina. Patrzą na wszywkę, sprawdzają numer i wydają werdykt. Jeżeli tak robisz, to spójrz tylko – ten Del Piero to fejk, a byłby w Twojej szafie. Ba! To nie ostatni taki przypadek w tym artykule, więc czytaj dalej 🙂

Które modele koszulek Włoch są najczęściej podrabiane i dlaczego?

Czasem jest tak, że pewne modele mają szczególne wzięcie. Oszuści szybko takie trendy wyłapują i oferują te podjeby nieświadomym ludziom, którzy tracą na nich kasę. Widzę kilka takich modeli w Manchesterze United, którego jestem kibicem. Jak to wygląda w przypadku reprezentacji Włoch? Czy są takie modele? Lata 90-te czy może trykoty z 2006 roku, gdy „Azzurri” zostali najlepszą drużyną świata?

Jeśli chodzi o ilość widoczną na rynku to prawdopodobne najczęściej podrabianymi są koszulki Diadory z lat 80 i 90. Powodem tego jest niejednolite umiejscowienie metek, a dokładniej ich różne wzory, rodzaje i wielkości. Do tego dochodzi brak numerów katalogowych, umiejscowienie małej metki z rozmiarem w różnych miejscach (raz z prawej strony metki z logo producenta, raz pod nią), jak i różne wzory danej metki. To wszystko daje duże pole do popisu dla „podrabiaczy”.

Poniżej przykłady oryginalnych metek z tamtego okresu, aby pokazać jak duża była ich różnorodność:

Jeśli już wspomniałeś o mistrzowskim turnieju 2006, to repliki z tego roku to jest tragedia. Jakościowo wypadają marnie. Zastosowany materiał wydaje się być niskiej jakości, bo jest szorstki i nierozciągliwy. Nieprzyjemny do noszenia. Największą wadą tych trykotów jest naklejany emblemat Pumy, który po praniu (-ach) zanika. Dotyczy to głównie replik, choć meczówki też mają skłonność do gubienia swoich „kotków”. Wracając do fejków. Wydawałoby się że tak nieprzyjemnej koszulki nie opłaca się podrabiać. Nic z tych rzeczy. Podróby tych modeli są i są one głównie z nazwiskami, ale na szczęście bardzo łatwo je rozpoznać.

Kolejny rzut fejów jest dosyć świeży i myślę że wszystkim doskonale znany. Mianowicie zielona z kolekcji Renesans. Wyjątkowość i popularność modelu wpływa na to, że jest dużo podróbek. Drugi współczesny przypadek to domowa koszulka z EURO 2020. Tutaj podobnie. Popularność dzięki wygranemu turniejowi podwaja lub nawet potraja liczbę tych koszulek, ale oczywiście i niestety, w sposób nielegalny.

Mit w który wierzyłeś, gdy nie miałeś doświadczenia w trykotach?

Czy jest coś, w co wierzyłeś nie mając doświadczenia w trykotach, a później okazało się to mrzonką? Pytam o jakąś cechę lub zasadę, która wydawała Ci się „że tak już jest”, a w rzeczywistości mogła wprowadzić Cię na fejka? Świat trykotów jest szeroki, więc jest tu wiele mitów, przez które można łatwo wtopić lub nabrać się na opowieść oszusta. Podzielisz się czymś, co może uratować kogoś przed podróbą?

Tutaj przychodzi mi na myśl jeden trykot, choć tak naprawdę dwa które mam. Może nie jest to bezpośrednio powiązane z tematem fejka, ale może zmylić. Przez pewien czas, na początku przygody z kolekcjonerstwem, miałem jeden model juniorski, który chciałem podmienić na dorosły rozmiar. Mowa tutaj o bramkarskich replikach z 2010 roku. Dostałem propozycję kupna takiej koszulki. Zdziwiłem się, gdy na dorosłej dostrzegłem taki sam numer katalogowy, co na juniorskiej. Moje zdziwienie pogłębiło się, gdy na szarej bramkarskiej, czyli kolejnej koszulce, był taki sam numer na wszywce. Zarówno szary i biały model w rozmiarze dorosłym jak i juniorskim miały takie same numery katalogowe. Nie wiem jaki jest tego powód, ale takie przypadki pogłębiają wiedzę na temat koszulek. Oczywiście mowa tutaj o koszulkach używanych, gdzie nie masz etykiety papierowej z opisem i dodatkowych cyfr oznaczających wariant.

Od siebie w tym miejscu dodam, że to świetny przykład mitu o różnych numerach katalogowych na wszywkach. Czasem spotykam się z przekonaniem, że każda koszulka na wewnętrznej metce, musi mieć swój indywidualny numer (o ile on jest tam umieszczony przez producenta). Puma jest tu znakomitym przykładem, który obala ten mit, ponieważ na wszywce nie umieszcza wspomnianej przez Mateusza części numeru, czyli wariantu. Oznacza to, że aż 99 różnych modeli Pumy może posiadać ten sam numer na wszywce, ponieważ za ich różnorodność będzie odpowiadać dwucyfrowy (w przypadku tego producenta) wariant, który może mieścić się w zakresie od 01 do 99.

Najdziwniejsza historia oszustowa, która Cię spotkała?

Mam na pęczki przedziwnych historii ze zdobywania koszulek i któryś artykuł Koszulkowego fejka poświęcę właśnie takim opowieściom. Chciałbym jednak usłyszeć Twoją dziwną historię związaną z podróbą lub próbą wciśnięcia Ci fejka. Wzbogaćmy świadomość czytelników o kolejną taką sytuację, bo być może kiedyś sami się w niej znajdą, a wtedy będą mieli w pamięci Twoją historię.

Na popularnym polskim serwisie aukcyjnym obserwowałem replikę wyjazdówki z 2008 roku z nazwiskiem legendy włoskiej piłki, Pirlo. Przez kilka godzin nie mogłem się doprosić o dodatkowe zdjęcia. Dzięki temu, że właściciel koszulki nie był prywatnym sprzedawcą, miałem możliwość zwrotu przedmiotu, przez co zaryzykowałem i zdecydowałem się na kupno. Po dostarczeniu trykotu nadszedł czas weryfikacji, który trwał jakieś 15 sekund xD Pomimo dobrego wyglądu i zgrabnego namesetu, koszulka okazała się chamską podróbą. Posiadała metki starego typu, ale innego producenta niż Puma. Oczywiście, trykot odesłałem podając powód odstąpienia od zakupu jako przedmiot niezgodny z opisem, czyli w moim przypadku nieoryginalny.

Po paru dniach Pirlo znów się pojawił na sprzedaż na tym samym serwisie, ale szybko zniknął. Kontynuacja przygód tej koszulki miała miejsce na innym serwisie. Tym razem typowo dla odzieży i głównie używanej. Moje kryteria wyszukiwania „wyfiltrowały” mi ewidentnie tę samą koszulkę. Na prośbę dosłania dodatkowych zdjęć, w tym zdjęcia metki z widocznym numerem katalogowym, dostałem odpowiedź, że metka została ucięta. Dodam, że teraz cena była prawie 3x wyższa. Oczywiście nie mogłem sobie odmówić dodatkowej wiadomości do sprzedającego w stylu: „Prawdopodobnie jest to koszulka, która jakiś czas temu była na a… i wtedy posiadała metkę. Albo Pan, albo poprzedni właściciel odciął metkę w celu zatuszowania faktu, że koszulka to podróbka. Proszę usunąć ten przedmiot.” Po kilku chwilach koszulka zniknęła z tego serwisu.

Znalazłem fejka i… cieszę się z tego!

W jednej z rozmów Mateusz podzielił się ze mną historią o tym, jak po czasie odkrył w swojej szafie podróbki. Zaimponował mi swoją dojrzałą postawą, gdyż zamiast złości, ucieszył się z tego faktu. Dlaczego? Ponieważ jak każdy kolekcjoner i pasjonat, nie chce mieć podrób w swojej szafie. Szanuję właśnie takich miłośników i taką postawę. Mati postanowił, że chce podzielić się tą historią.

Jak wcześniej wspomniałem, szafa często podlega weryfikacji. Był piękny sierpniowy wieczór i takie warunki wystarczą do tego by zanurkować w głębie coraz ciaśniej gnieżdżących się skarbów. Podczas przeglądania zaniepokoiła mnie czcionka na trykocie domowym z 2016 roku z nazwiskiem (o zgrozo) Pirlo.

Konkretniej rzecz ujmując, cyfra na froncie nie ma przerwy w swojej podstawie.

Poddając ten trykot dalszej dokładniejszej weryfikacji i porównując z innymi koszulkami, z takimi samymi czcionkami, doszedłem do wniosku, że set jest nieoryginalny. Sztywniejszy, grubszy i mniej odporny na wygięcie materiał. Do tego większa „szpara” w środku cyfr i liter. Na domiar złego, narożniki cyfr i liter były ostre, gdzie w oryginale ewidentnie te miejsca były zaokrąglone.

Lecz taka historia nie jest godna zapisywania. Chyba że… jest ciąg dalszy. W trakcie porównywania czcionek Pirlo i Immobile, a dokładniej ich frontów, moją uwagę przykuł herb federacji. Dziwnie fikuśny, jakby nieforemny, a wręcz spłaszczony. Czyli co??? Weryfikacji ciąg dalszy. Tym razem już nie czcionki, a samej koszulki. Znów biorę dwa takie same modele trykotów i centymetr po centymetrze sprawdzam. Wnioski końcowe. Puma z przyklapniętymi uszami, wspomniany wcześniej herb federacji, metka z PRAWIDŁOWYM kodem wszyta do góry nogami (poprawny numer znajduje się na spodzie):

W jakim byłem szoku, gdy za jednym zamachem odkryłem i zlikwidowałem z kolekcji 2 podróby (Pirlo koszulka oryginalna, ale set FAKE, Immobile fejk w całej okazałości). Wbrew pozorom nie byłem zły. Wręcz przeciwnie, uśmiechałem się od ucha do ucha. Zabawna historia, ale i dzięki przypadkowi wykluczyłem podróby, które nie są godne przebywania w mojej szafie.

Pomyślicie pewnie jaki ja słaby jestem w koszulki piłkarskie i weryfikacje wstępną, że dopuściłem w ogóle do takiej sytuacji? Nie ma ludzi nieomylnych. Dzielę się tym z Tobą po to, aby Ci pokazać, że warto bardzo dokładnie przyglądać się swoim koszulkom.

Czytelniku, skoro dotarłeś do tego miejsca, to znaczy że zależy Ci na tym, aby posiadać trykoty, a nie podjebki. Po raz wtóry widzisz, że sam numer katalogowy zawiódł. Masz na tacy podany kolejny przykład, że poprawny numer na wszywce to zdecydowanie za mało, aby orzekać o oryginalności. To jest znakomity wstęp do tego, ale nie istnieje cecha, która w 100% da Ci pewność, że trzymasz w ręce kawałek historii, a nie bezwartościową podrobioną szmatę.

Jeżeli będziesz sprawdzać tylko numer katalogowy, lub opierać się na opiniach typu „pokaż wszywkę z numerem, ooo jest dobry numer to legit”, to nie zajedziesz zbyt daleko na takim wozie. Napakujesz sobie fejków do kolekcji. Ja się naprawdę cieszę, że dołożyłem cegiełkę do tego, aby rozpowszechnić numery, o które pyta teraz wiele osób, ponieważ jeszcze kilka lat temu praktycznie nie było. Jednak to nie jest wyrocznia i chciałbym, abyś o tym pamiętał. To jest początek w sprawdzaniu oryginalności. Pierwszy krok. I ten krok nie jest ostatnim, bo za nim jest jeszcze długa lista innych.

Miałeś dziś okazję przeczytać w jaki sposób Mateusz analizował i rozpoznał fejki, które miały prawidłowe numery katalogowe. Pięć przykładów z prawidłowymi (lub nie) numerami katalogowymi oraz pełną analizą, znajdziesz także w pierwszym artykule tej serii. Numer katalogowy jest bardzo ważny. Jest naprawdę mega istotną kwestią, ale… powtórzę się do bólu: nie istnieje taka cecha, która w 100% potwierdzi oryginalność. Nawet numer katalogowy nie ma takiej „mocy”.

Historie i doświadczenie kolekcjonerów

Jak oceniasz taki artykuł, w którym możesz skorzystać nie tylko z mojej wiedzy i doświadczenia, ale także innych kolekcjonerów? Podoba Ci się taka forma? Mam zaplanowane inne tego typu teksty do zrobienia w przyszłości, więc koniecznie zostaw mi informację jak podoba Ci się taka forma – napiszkomentarz pod tym wpisem lub na socialach 🙂

Świat Koszulek Piłkarskich

Jak widzisz, oryginalność to nie jest łatwa sprawa. Nie da się sprawnie nauczyć odróżniać podrób od oryginałów na pstryknięcie palcami. Ponownie zobaczyłeś, że sam numer katalogowy to za mało, a sprawdzając tylko jego poprawność, można sobie zaszkodzić, mając bezwartościowe szmatki zamiast nośników niepowtarzalnej historii piłkarskiej, jakimi są oryginalne trykoty.

Dlatego stworzyłem sklep, w którym ciężar oryginalności biorę na siebie, abyś nie zaprzątał sobie tym głowy, tylko mógł cieszyć się z każdej nowej zdobyczy 🙂

Stwórz swój własny Świat Koszulek Piłkarskich! (klik)

Doceń wartość, a nie głupoty

Internet to specyficzne miejsce, w którym najszybciej rozprzestrzeniają się głupoty. Jeżeli nie należysz do nurtu płynącego z prądem rzeki, to doceń twórców, którzy poświęcają swój czas na tworzenie treści, dzięki którym zdobywasz nową wiedzę i doświadczenie. Niekoniecznie mnie. Wybierz kogo chcesz i zamiast przeznaczyć kasę na głupoty, przeznacz ją tej osobie. Pomożesz mu w ten sposób tworzyć kolejne artykuły, z których zaczerpniesz wartościowej wiedzy 🙂

Gdybyś wybrał moją osobę, to możesz mnie wesprzeć na zrzutce:

Moja kolekcja, a Twoja wiedza – bądź świadomy 🙂

Dzięki i do zobaczenia za miesiąc, tym razem w kolejnym długim monologu, gdzie pod lupę wezmę kolejny ważny aspekt trykotów piłkarskich i pokażę Ci jakie są różnice pomiędzy oryginałami i podróbami. Piona!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.