Kolekcjoner koszulek piłkarskich
Kolekcjoner koszulek piłkarskich

Historia prawdziwa o tym, jak media niesłusznie szkalowały Nike i PZPN…

Niedługo czeka nas premiera nowych strojów na EURO 2020, które odbędą się w 2021 roku, oraz prawdopodobnie na eliminacje do Mistrzostw Świata 2022 w Katarze, z czym wiąże się wiele emocji odnośnie ich wyglądu. Przynajmniej dla mnie, jako kolekcjonera i fana koszulek piłkarskich. Jednak boli mnie sytuacja, która miała miejsce podczas ostatniej premiery strojów na mundial w Rosji i… muszę to z siebie wyrzucić, a przy okazji pokazać Ci jak łatwo jest dziś kogoś fałszywie oskarżyć. I co najgorsze – w kłamstwo uwierzyły miliony Polaków, zaś niczemu winna firma Nike i PZPN, ucierpieli.

Czytałeś już pierwszy artykuł z wiedzy o koszulkach pt. „Rodzaje koszulek piłkarskich”?

Rodzaje koszulek piłkarskich (klik)

Jeśli nie, to zajrzyj do niego, gdyż prawdopodobnie nie zrozumiesz tego felietonu i błędu, który został popełniony przez media. Swój tekst zacznę od koszulek z EURO 2016 i eliminacji do MŚ 2018, tak abyś dokładnie zobaczył jak ogromne kłamstwo zostało rozpowszechnione przez media.

Sukces rodzi popyt

Każdy z pewnością kojarzy koszulki reprezentacji Polski z EURO 2016, gdyż to właśnie wtedy nasza kadra odniosła największy w ostatnich latach „sukces”. To czy sukcesem można nazwać ćwierćfinał Mistrzostw Europy pozostawiam każdemu do własnej oceny, jednak fakt jest taki, że był on dla Polskich kibiców wydarzeniem niecodziennym. Dzięki temu polska kadra stała się modna, bilety wyprzedawały się w mgnieniu oka, a co za tym wszystkim idzie, urosło także zapotrzebowanie na fanty takie jak koszulki. Kto by nie chciał utożsamić się z drużyną, która w końcu się nie skompromitowała, prawda?

Koszulki z EURO 2016 do dystrybucji zostały wypuszczone w dwóch rodzajach – koszulki kibica i repliki. To jest wiedza, której zabrakło pseudo-redaktorom rozsiewającym kłamstwo, o którym zaraz Ci opowiem. Na wstępie jeszcze Cię uświadomię, że wraz ze wzrostem popularności drużyny narodowej, bardzo mocno wzrastał popyt na przedmioty, których nie można było kupić – przykładowo na koszulki meczowe czy gadżety typu getry. Tego nie było, gdyż nie zostało wprowadzone do kanału dystrybucji. Chcesz sobie kupić koszulkę? Wybieraj – koszulka kibica czy replika? Chcesz kupić sobie cały strój reprezentacji? Przepraszamy, getry nie są wprowadzone do sprzedaży, nie kupisz sobie pełnego stroju reprezentacji. Tak było.

Z punktu biznesowego, wcale się Nike nie dziwię, że do dystrybucji wprowadzono tylko najpopularniejsze przedmioty. Nike to firma, a firma to biznes, zaś biznes musi zarabiać, a żeby zarabiać, trzeba podejmować mądre decyzje. Czy mając firmę wprowadzałbyś na rynek przedmioty na które nie miałbyś klientów, lub miałbyś ich na tyle mało, że byłoby to nieopłacalne? Jeśli w tej chwili ciśnie Ci się na usta „tak”, to zrób sobie postanowienie, że nigdy nie założysz firmy 😉 Nie ma nic bulwersującego w tym, że Polak podczas EURO 2016 mógł w sklepie kupić replikę, zaś wersję meczową już nie. Tylko o ile wcześniej ten fakt nie stanowił problemu, tak ze wzrostem popularności naszych „Orłów” zaczęło się problemem stawać. Dlaczego? Ano pojawiły się osoby, które chętnie kupiłyby wersję meczową lub skompletowali cały strój reprezentacji. Stąd też do Nike wpływały zapytania o te produkty. Przyznam Ci się, że sam kilkukrotnie wysyłałem do Nike w tym temacie zapytanie. Obiecano mi, że w systemie zostanie odnotowane zapotrzebowanie wśród polskich konsumentów na produkt taki jak koszulka w wersji meczowej i getry. Czy przyniosło to jakiś efekt? O dziwo… tak!

Podczas kolejnej premiery trykotów reprezentacji Polski byłem bardzo miło zaskoczony, gdy zobaczyłem iż asortyment oferowanych przez Nike produktów w sprzedaży otwartej (dla wszystkich kibiców) jest większy, niż był wcześniej. Cóż za wspaniała informacja! Nike zrobiło ukłon w stronę polskich fanów i zaoferowało dodatkowy kąsek w swojej ofercie – koszulka domowa do sklepów trafiła w trzech wersjach, a nie tak jak poprzednio w dwóch. Oprócz koszulki kibica i repliki, można było kupić koszulkę meczową. Żeby tego było mało, do sklepów trafiły także domowe getry reprezentacji! Tak więc ludzie chcący skompletować strój swoich idoli, w końcu mogli to zrobić. Przynajmniej w wersji domowej, gdyż wyjazdowe trykoty pozostały tak jak w przypadku EURO 2016, tylko w dwóch wersjach i bez możliwości kupna np. getrów.

Ukłon Nike w stronę polskich kibiców

Muszę przyznać, że osobiście nie spodziewałem się takiego ruchu ze strony Nike. Doskonale znam rynek koszulek piłkarskich w Polsce. Wiem jak ciężko jest sprzedać oryginał, który stosunkowo wydaje się być sporym wydatkiem, podczas gdy na każdym portalu aukcyjnym są hordy oszustów z podróbami w o wiele niższych cenach. Z tego powodu osobiście postrzegam ten ruch jako pójście na rękę polskim kibicom przez Nike, bo przypuszczam, że opłacalność wprowadzenia wersji meczowej do sprzedaży w naszym kraju jest… mocno średnia, o ile w ogóle jakaś. I tu się budzi moja złość, ponieważ wielki producent wyciąga do Polaków rękę i odpowiada na ich prośbę, zaś Ci w zamian… niesłusznie i absolutnie w sposób brutalny w skali całego kraju, obsmarowali Nike totalnym kłamstwem, co oczywiście źle wpłynęło na wizerunek firmy. Nie potrafię tego przeżyć, bo ktoś chciał coś nam kibicom zaoferować, coś o co my sami prosiliśmy i… gdy to zrobił, w zamian został obrzucony błotem. Od stóp po czubek głowy.

Replika z EURO 2016 posiadała cenę katalogową na poziomie 369zł. Nowe koszulki na mundial w Rosji w wersji repliki staniały do 349zł, co oznacza że ich cena została obniżona o 20zł – w tym kraju, jak za chwilę zobaczysz, ciężko jest to zrozumieć. Cena katalogowa wersji meczowej została ustalona na poziomie 569zł, co jest jak najbardziej normalną ceną za koszulkę wykonaną w technologii meczowej. Jak myślisz, na jaki genialny pomysł wpadł jakiś idiota, któremu zabrakło elementarnej wiedzy w temacie koszulek piłkarskich?

Oczywiście zestawił replikę z EURO 2016 za 369zł z meczówką na MŚ 2018 za 569zł i wyszło mu że… ceny nowych koszulek są niebotycznie wyższe! Fakt, że zrobił to jeden debil, w zasadzie jeszcze nic nie znaczył. Problem tkwił w tym, że temat został podchwycony przez bardzo dużą grupę mediów i internautów! I nikt z całej zasranej pseudo-dziennikarskiej grupy, która pisała te bzdury (swoje słowa kieruję w tym momencie tylko do tych którzy brali udział w powielaniu tego absurdu), nie był na tyle inteligentny, aby rozróżnić replikę od meczówki… co potrafi zrobić każdy mój czytelnik. Brak mi słów. Jak mawia klasyk – szkoda strzępić ryja.

Skandal! Cena z kosmosu, bierz kredyt aby kupić nową koszulkę!

Jeden z wielu nagłówków…

Pamiętasz jak to wyglądało? Ja doskonale pamiętam. Wchodzę na portal A i widzę „teraz musisz wziąć kredyt jeśli chcesz kupić nową koszulkę reprezentacji”. Na portalu B wielkimi literami nagłówek „Polacy mają droższe koszulki niż Niemcy”, a w środku w artykule typowa struktura – najpierw żal, że Polacy są biedniejsi niż Niemcy, a potem porównanie ze screenami ze sklepów, gdzie jest pokazana meczowa koszulka reprezentacji Polski za 569zł i replika reprezentacji Niemiec za 379zł… Widzisz to? Przecież replika Niemiec kosztując 379zł była o 30zł droższa niż koszulka na tym samym poziomie technologicznym dla Polski, bo nasza kosztowała 349zł. Żeby tego było mało, koszulka meczowa dla Niemiec kosztowała 579zł, a więc także była droższa niż meczowa koszulka reprezentacji Polski. Jednak artykuł najpierw zagrał na emocjach czytelnika, podburzając go że on ogółem ma gorzej niż Niemiec (bo mniej zarabia), a potem gdy poziom emocjonalny czytelnika sięgał zenitu, rzucano w niego oburzającą informacją, że nie dość że ma gorzej, to musi jeszcze więcej płacić!

Kolejny nagłówek…

Tego typu artykułów widziałem dziesiątki… Niesłuszne oskarżenia i błędne porównania cen zrobione tak, aby oczywiście wyszła jak największa sensacja. Na wielu stronach widywałem także porównanie cen meczowych koszulek Polski i Anglii, gdzie to bogatsi Anglicy płacą w przeliczeniu na złotówki mniej niż Polacy. Przecież z większością rzeczy tak jest, to żadna tajemnica… Na dzień pisania tego felietonu podstawowa wersja Audi A8L w Polsce to koszt 439 100zł, zaś w Anglii £75 690, co po dzisiejszym kursie 4.84zł, daje w zaokrągleniu 366 300zł. Biedny Polak, bo biedniejszy od Anglika (bo jakby inaczej?), za to samo auto musi zapłacić więcej o ponad 70 000 złotych od bogatszego Anglika? I to jest wina Nike albo Audi, że w Polsce są tak wielkie akcyzy, opłaty, cła i jakieś inne wymysły, które podbijają cenę niemal w każdej dziedzinie? Litości… Jednak takie proste i płytkie porównanie świetnie karmiło ludzi… nienawiścią do Nike (i przy okazji do PZPNu także), a mediom pozwalało utrzymywać temat na topie.

I jeszcze jeden…

Uwierz mi, fałszywy przekaz mediów szedł na wielką skalę, a że budził negatywne emocje, to momentalnie rozrósł się na cały kraj. Pisały o tym niemal wszystkie media (niemal, bo wciąż istnieją przyzwoite miejsca informacji i chwała im za to). Pamiętam jak wsiadłem do auta, włączyłem radio a tam… również ta fałszywa nawijka o koszulkach. Na jednej stacji poważnie, na drugiej robiono z tego śmiechy, jednak wciąż i wciąż powielano fałszywe informacje.

“…bo przecież jak coś złego się dzieje (nawet jak naprawdę się nie dzieje), to zawsze jest wina PZPN, nie?”

Poziom świadomości w temacie koszulek piłkarskich przeciętnego Polaka nie jest na tyle wysoki, aby wyłapać nieprawidłowość, z której media zrobiły sobie temat numer jeden. W ogóle mnie to nie dziwi, bo przecież przeciętny człowiek nie żyje po to, aby wiedzieć wszystko o wszystkim (no może polski system oświaty został na tym poziomie 😉 ). Jednak pytanie brzmi – dlaczego żaden dziennikarz, lub aby nie obrazić prawdziwych dziennikarzy których ja bardzo szanuję (jak Romań Kołtoń, Michał Pol, Mateusz Borek, Przemysław Rudzki, Tomasz Smokowski itd.), napiszę więc pseudo-dziennikarz, nie zweryfikował tego co pisał i podawał do informacji publicznej? Gdzie jest rzetelność dziennikarska? Gdzie odpowiedzialność za słowo? Przecież błąd został popełniony na najbardziej elementarnym poziomie jaki można sobie wyobrazić… Już prostszego błędu nie da się zrobić. To tak jakby w Polsce sprzedawany był tylko Mercedes klasy E, producent na prośbę Polaków wprowadził im do sprzedaży Mercedesa klasy S, zaś media obsmarowały tego producenta bo „ale cena skoczyła do góry, teraz Niemcy mają Mercedesa klasy E taniej niż my Mercedesa klasy S!”. I rozgłaszając taki bełkot na cały kraj, żaden pseudo-dziennikarz nie zauważył, że porównuje dwa różne modele… Rzetelność dziennikarską wśród większości „dziennikarzy” w tym kraju można schować na półkę z bajkami.

W ten sposób media wprowadziły CAŁY kraj w błąd do tego stopnia, że wzburzeni Polacy zaczęli obsmarowywać błotem nie tylko Nike, ale również i PZPN… bo przecież jak coś złego się dzieje (nawet jak naprawdę się nie dzieje), to zawsze jest wina PZPN, nie? Tak to już w tym kraju jest. Nagonka na Nike i PZPN urosła do tego stopnia, że sam prezes Zbigniew Boniek musiał interweniować i na Twitterze opublikował post o treści:

„PZPN nie ustala cen benzyny na stacjach Lotosu, cen garniturów Vistuli czy cen koszulek sponsorów itd. Miłego dnia”

PZPN naprawdę nie ustala cen koszulek?

Czy tak faktycznie jest? Tak, prezes Boniek nie kłamał. PZPN nie ma kompletnie żadnego wpływu na produkty i ceny, które oferują sponsorzy. Nike jest głównym sponsorem reprezentacji Polski. Co to oznacza? Amerykański producent dostarcza odzież dla naszej drużyny narodowej i do tego jeszcze za to… PŁACI. Sponsoring nie polega tylko na produkcji odzieży, ale również na płaceniu rocznie/sezonowo pewnej kwoty pieniężnej.

W zamian dostaje wyłączne prawo do produkcji odzieży i jej sprzedaży, z czego może czerpać zyski. Załóżmy więc, że niech taki kontrakt opiewa na 1mln € rocznie. Nie komplikując, przyjmę że to 4mln złotych. Niech teraz na każdej koszulce Nike jako producent zarobi 100zł, co jest optymistycznym wariantem przy cenie repliki 349zł i meczówki 569zł. Dlaczego? Tutaj nie koszt produkcji zjada pieniądze, a kanały dystrybucji, sklepy, różnego rodzaju cła i opłaty, do tego podatki oraz… różne procentowe bonusy, gdyż federacja może posiadać zapis w kontrakcie pt. „oprócz kasy, dostajemy jeszcze x% od każdego sprzedanego fantu”. Nieźle co? Uwierz, ta stówka na czysto z każdej koszulki to naprawdę bardzo optymistyczne założenie.

Aby na czysto w polskich warunkach zarobić 100zł, trzeba wyciągnąć konsumentowi z kieszeni 160,32zł (od 160,32zł odejmujesz 23%VAT i zostaje 123,45zł, a potem przy dużych dochodach będąc na stawce liniowej podatku dochodowego odejmujesz 19% i wtedy zostają Twoje zarobione pieniądze w kwocie 100zł – nie liczę kosztów dla uproszczenia obliczeń). Jednak jak widzisz… na starcie masz 160zł, jeśli chcesz zarobić z koszulki 100zł, a jeszcze jej nie wyprodukowałeś, nie wprowadziłeś do dystrybucji, nie przetransportowałeś na cały świat i nie odjąłeś ewentualnych bonusów… Nie myśl, że sklep piłkarski który taką koszulkę sprzedaje, zrobi to za 10zł. Dlaczego? Postaw się w sytuacji tego sklepu i oblicz ile koszulek musiałbyś sprzedać, aby np. opłacić lokal wynajęty na sklep i jednego pracownika? A gdzie zarobek?

I jak tam? Cena koszulki nadal wydaje Ci się za wysoka? To otwórz własną firmę, zacznij produkować koszulki piłkarskie, podpisywać umowy sponsorskie na poziomie reprezentacyjnym i… daj koszulki w niskiej cenie. Tak z połowę tańsze żeby były. Meczóweczka za 280zł. Mhmmm… Dlaczego jeszcze nikt tego nie zrobił? 😉

Dzieląc 4 bańki przez stówkę, wychodzi 40 000 koszulek, aby zwrócił się koszt rocznego wydatku na sponsoring. Obstawiam, że takiej ilości koszulek żaden producent w Polsce nie sprzeda w przeciągu 2-3 lat, nie mówiąc już o jednym roku!  Zakładając, że Nike zarobi 200zł z koszulki, co byłoby zupełnym absurdem, wyjdzie że trzeba sprzedać 20 tys. koszulek.

Oczywiście Nike zarabia na większej ilości rzeczy, nie tylko na koszulkach. Bycie sponsorem drużyny narodowej przyciąga do marki również w innych segmentach, dlatego sponsoring staje się opłacalny. Przykładowo dochodzą prawa wizerunkowe, czyli możliwość reklamy znanymi twarzami, za co by i tak trzeba było zapłacić i wiele innych kwestii. Finalnie wszystko gdzieś tam musi się równoważyć.

Tak więc jedyne na co ma wpływ PZPN, to negocjowanie warunków podczas podpisywania umowy sponsorskiej. Dobra… potem jeszcze zatwierdza zaproponowane przed sponsora stroje i kilka innych małych aspektów, aczkolwiek nigdy nie ma wpływu na to co sponsor robi ze swoimi produktami. Przecież to zadaniem firmy jest tak ukształtować cenę, aby sprzedać produktów jak najwięcej, ale z drugiej strony nie dać jej na tyle niskiej, aby na tym odpowiednio zarobić. Liczyłeś kiedyś zadanie na matematyce „jaka musi być cena biletu w kinie, aby dochód był jak najwyższy, gdy…”?

Jeśli ja prowadzę firmę i ja płacę pieniądze w ramach sponsoringu, to w moim interesie leży taka organizacja biznesu, by się zwracał i jeszcze w dodatku zarabiał. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie sytuacji w której przychodzi do mnie prezes federacji, którą sponsoruje moja firma, i mówi mi – „słuchaj no, weź obniż ceny koszulek/paliwa, bo w necie piszą, że drogo jest”. I teraz są dwie drogi postępowania w takiej sytuacji. Pierwsza to odpowiedzieć językiem swojego rozmówcy – „słuchaj no, to weź tam obniż kwoty które wpisaliśmy w umowę, bo duże są”. Druga – „spier…”.

“Gigantyczny absurd, to już przegięcie” – jakże pięknie te słowa opisują to, co zrobiły media…

Wniosek – nigdy nie obwiniaj federacji za ceny ich sponsorów. Tym bardziej, gdy te ceny są… najnormalniejsze w świecie, bo zakres cen 349zł-399zł dla repliki i 549zł-599zł dla meczówek jest jak najbardziej normalny. Obwinianie PZPN za ceny koszulek można porównać do pójścia na stację paliw i obwinianie pracownika za cenę paliwa… Jaki on ma na to wpływ, skoro on tam jest żeby zatankować samochód lub skasować za paliwo, a nie negocjować cenę z koncernami, liczyć rentowność firmy lub ustalać cenę baryłki ropy?

Panie prezesie Boniek, jeśli jeszcze nikt tego nie napisał, to ja zrobię to jako pierwszy. W imieniu wszystkich ludzi, którzy niesłusznie oskarżali PZPN w sprawach na które związek nie ma najmniejszego wpływu, SERDECZNE PRZEPRASZAM. Żywię głęboką nadzieję, że z czasem uda się powoli uświadomić społeczeństwo na tyle, że tego typu oskarżeń pojawiać będzie się coraz mniej.

Bóg dał Ci rozum i wolną wolę, więc… korzystaj z obu tych przywilejów!

Do mnie wciąż nie dociera jak na podstawie fałszywego oskarżenia można zrobić aferę na cały kraj? Jak można fałszywie obwinić firmę, która zrobiła ukłon w stronę Polaków, dając im możliwość kupna koszulki wyprodukowanej w najwyższej technologii? Nike zaoferowało od siebie MOŻLIWOŚĆ kupna koszulki meczowej, a nie OBOWIĄZEK. Jak można na podstawie nieprawdziwego argumentu, wynikającego z nierzetelnego porównania, psuć wizerunek innym i to do tego stopnia, że w sprawie interweniował sam prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej? Według mnie to jest CHORE. Niestety, ale dziś fałszywą informacją i nieprawdziwym oskarżeniem można zrobić wiele złego, ponieważ to się niesie samo z siebie. Taka informacja wzbudza negatywne emocje i powoduje wylew negatywnej energii na bogu ducha winnych ludzi, firmy czy związki, jednak tym samym interesuje (lub może lepiej – porusza?) ludzi na tyle, że bardzo szybko się rozprzestrzenia.

Właśnie dlatego apeluję do Ciebie – nie wierz w to co piszą w mediach. W najbliższych miesiącach czeka nas premiera koszulek na EURO 2020 (nazwa wciąż niezmieniona). Nie wiem co zostanie wprowadzone do otwartej sprzedaży, jednak wiem jedno – myśl samodzielnie. Wyciągaj wnioski i nie popieraj kłamstwa. Wybieraj jak najbardziej wiarygodne źródła informacji. Słuchaj ludzi, którym zależy na przekazaniu prawdy, a nie na zrobieniu sensacji i clickbaitów – szybkiego i łatwego zarobku, nawet kosztem innych. Ba! Nawet ostatnio widziałem clickbait pt. „pasażer wylądował samolotem”. W czym rzecz? Tenże pasażer po prostu był pilotem tych linii lotniczych, no ale… jakby brzmiał nagłówek „pilot wylądował samolotem”?

Jest w Polsce wielu wspaniałych dziennikarzy, którzy chcą przekazywać prawdziwe, rzetelne i sprawdzone informacje. Nawet jeśli ktoś taki się pomyli, to kładzie rękę na sercu i mówi – przepraszam, pomyliłem się. Wiesz zaś co jest najgorsze w całej zaistniałej sytuacji? Ja nie znalazłem ani jednego medium, które przeprosiłoby Nike i PZPN na niesłuszne szkalowanie i psucie ich wizerunku. Nikt nie przeprosił, nikt nie przyznał się do błędu. Media żyły tym do kolejnej sensacji, która… czy była prawdziwa? Nie ważne, liczyło się to, że była kolejna sensacja. Co z Nike i PZPN? Sprawa przeminęła, wizerunek ucierpiał i… nikogo ta krzywda nie interesowała. Tak dziś wygląda świat. Dlatego raz jeszcze apeluję – nie wierz w to co głoszą w mediach, bo na powyższym przykładzie pokazałem Ci, że większości mediów nie zależy na przekazaniu prawdziwej i rzetelnej informacji. Im zależy na rozgłosie i zarobieniu szybkiej $$. Ty się nie liczysz, ja się nie liczę, to że Nike niesłusznie cierpiało, także się nie liczy. Liczy się mamona. Dlatego staraj się weryfikować wiadomości, które do Ciebie docierają.

Jest jeszcze coś… dziś już nie znajdziecie znakomitej większości artykułów o których piszę ten felieton. Dlaczego? Gdy afera cichnie i nie jest już sensacją, gdy świat zaczyna żyć czymś innym, artykuły w których padają ostre słowa i oskarżenia są usuwane. Tak się czyści swoje konto. W sieci pozostają jedynie te mniej kontrowersyjne i zawierające choć troszkę merytorycznej treści. Bardzo żałuję, że dwa lata temu nie prowadziłem własnej strony i nie zrobiłem sobie screenów wpisów, które naprawdę ostro jechały po Nike i PZPN.

Jestem osobą, która na swojej stronie pragnie podawać jak najwięcej prawdziwych i sprawdzonych informacji. Wszystko co piszę staram się weryfikować. Oczywistym jest fakt, że kiedyś się pomylę. Każdy z nas się myli. Tylko po pomyłce trzeba napisać „przepraszam”. Bardzo mocno polecam Ci otoczyć się ludźmi, którym zależy na rzetelności. Zamknij wielkie portale z pseudo-dziennikarzami i odpal sobie przykładowo Prawdę Futbolu Romana Kołtonia. On również tak jak ja jest pasjonatem piłki i jemu również zależy na podawaniu rzetelnych sprawdzonych informacji. Obserwuj Michała Pola, Mateusza Borka, Tomasza Smokowskiego, Przemysława Rudzkiego, Adama Kotleszkę czy innych tego typu ludzi. Otocz się osobami, którym zależy na dostarczeniu Tobie rzetelnych informacji. Gdy ktoś z osób z takim charakterem popełni błąd, to z pewnością nie robi tego celowo. Do tego on Ci powie – pomyliłem się, podałem złą informację, przepraszam. Jest różnica, prawda?

Co teraz?

Tak jak wspominałem wcześniej, niedługo premiera nowych trykotów. Dlatego proszę Cię o dwie rzeczy – po pierwsze nie ufaj mediom i nie wierz w to co wypisują. Staraj się weryfikować informacje, które otrzymujesz. Nie wiem co zostanie wprowadzone do sprzedaży w nowej kolekcji, ale jeśli ponownie pojawi się koszulka meczowa, to sytuacja może się powtórzyć. Wtedy reaguj i dorzuć swoją cegiełkę negując nieprawdziwe informacje. Niech niczemu winna firma jak Nike nie cierpi z powodu, że idzie nam, kibicom reprezentacji, na rękę i daje możliwość kupna szerszego asortymentu. Na tym stracimy tylko my, bo ponownie dostaniemy do kupna mniej, skoro nie potrafimy docenić czyjejś dobrej woli.

Druga prośba jest taka – jeśli dotrwałeś do tego momentu, to oznacza że mój felieton Cię zainteresował i być może nawet poruszył, dlatego udostępnij ten materiał w wybranym przez Ciebie miejscu. Pokażmy, że istnieją ludzie, którym zależy na przekazywaniu prawdziwych informacji, a nie tworzeniu i rozpowszechnianiu nieprawdziwych oskarżeń. Bo jakby to powiedział Mati Borek – takie są fakty.

Dla najwytrwalszych bonus w postaci dość wiarygodnych przecieków z portalu Footyheadlines jeśli chodzi o wygląd nowych koszulek reprezentacji Polski. Co sądzisz? 😉

Is this a helpful article? Share it! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *