2024/25 GK Meczowa

1
Exit full screenEnter Full screen
previous arrow
next arrow
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
previous arrow
next arrow
Shadow

Informacje

DrużynaManchester United
Sezon2024/25
ModelGK
ProducentAdidas
Numer kat.IN0418
RodzajMeczowa

Ciekawe kolorystycznie wydanie. Nie mam na myśli koloru przewodniego, którym jest fiolet, a jaskrawą zieleń. Zdominowała ona najważniejsze emblematy, takie jak herb, logotyp producenta, czy finalnie charakterystyczne paski na ramionach. Co ciekawe, te nie zostały pociągnięte wzdłuż rękawów. Ucinają się na ramionach, tuż przed strefą wolną na sponsora czy patche rozgrywek.

Ciężko na zdjęciu jest oddać prawdziwy kolor tej koszulki. Kombinowałem z ustawieniami robiąc dziesiątki zdjęć i mimo tego, wciąż mam wrażenie, że na żywo wygląda troszkę inaczej.

Modele bramkarskie powstały w dwóch poziomach. Posiadam niekomercyjną wersję meczową. Oprócz mojej wersji, istniały oczywiście standardowe repliki. Jakie były różnice? Oba poziomy oparte są na gotowej templacie, czyli bez zaskoczenia. Tak to już wśród bramkarskich koszulek było w tych czasach. Jednak mimo tego, łatwo te poziomy od siebie odróżnić.

Herb, logo producenta oraz paski Adidasa w meczówce są klejone, natomiast w replice były haftowane. Kolejną różnicą, którą łatwo wychwycić, jest położenie napisu Aeroready, świadczącym o technologii. W replice znajduje się standardowo, na froncie w dolnym lewym rogu. U mnie jest położone na samym dole pleców. Centralnie.

Sezon 2024/25 był… chciałem napisać słodko-gorzki, jednak pozostała po nim sama gorycz. Kampanię rozpoczynał Erik ten Hag. Holender otrzymał szansę, jednak jego zespół nie uczynił progresów, jakich wszyscy oczekiwali. Stracił pracę z końcem października, już po 9 kolejkach Premier League. Wygrał tylko 3 mecze, dwa zremisował i aż 4 przegrał. Zostawiał drużynę na 14 miejscu w tabeli. Zespół na dwie kolejki ligowe przejął jego asystent i były zawodnik Czerwonych Diabłów, Ruud van Nisterlooy.

Po tak gorzkim początku sezonu, miała nadejść wyczekiwana od dawna słodycz. Włodarze z Old Trafford w środku sezonu sięgnęli po najgorętsze nazwisko na rynku trenerskim. Na ławce usiadł człowiek postrzegany jako jeden z najzdolniejszych przedstawicieli młodego pokolenia, które będzie wyznaczać trendy. Jego Sporting grał piłkę szybką, agresywną i widowiskową. Za tym tęskniono w Manchesterze. Za sterami zasiadł Ruben Amorim.

Portugalczyk zmienił ustawienie na trójkę stoperów oraz wahadła, do których był przywiązany bardziej, niż do swojego imienia. Okazało się, że ten styl gry całkowicie mija się z tym, czego oczekiwano na Old Trafford. Piłkarze nie grali na swoich pozycjach. Nie rozumieli schematów. Bruno Fernandes gubił się gdzieś w głębi pola na polecenie swojego menedżera, a w tym czasie ofensywa kąsała rywala niczym bezzębna żaba. Zawodnicy nie pasowali do stylu gry, a tego nowy menedżer nie chciał zmienić za żadne skarby świata.

Zamiast podbojów angielskich boisk, Manchester United tułał się w dolnej części tabeli. Gdyby nie fakt, że w tym sezonie trzy kluby znacznie odstawały poziomem od reszty, Czerwone Diabły byłyby uwikłane w walkę o… utrzymanie. Finalnie zajęli 15 pozycję z dorobkiem zaledwie 42 punktów w 38 meczach. Przy bilansie bramkowym -10. Menedżer, który miał odmienić klub, wykręcił jeszcze gorsze liczby niż jego poprzednik.

Sezon mógł zostać choćby częściowo uratowany poprzez Ligę Europy. Ta debiutowała w nowym formacie, gdzie zamiast grup, była faza ligowa. Pięć zwycięstw i trzy remisy dały trzecią lokatę i awans do 1/8 finału. Droga przez fazę pucharową zaczęła się od Realu Sociedad (1:1, 4:1).

Ćwierćfinał to chyba najbardziej emocjonujące starcie sezonu. Dwumecz z Olympique Lyon. Pierwszy mecz we Francji zakończył się remisem 2:2. W rewanżu Czerwone Diabły prowadziły już 2:0 do przerwy. Jednak goście wyrównali na 2:2, a przed końcem regulaminowego czasu gry piłkarz Lyonu otrzymał czerwoną kartkę. Mimo osłabienia, to zespół z Francji strzelił dwie bramki i prowadzili 4:2.

W 114. minucie rozpoczęła się pogoń, w którą już chyba nikt nie wierzył. Na 3:4 trafił Bruno Fernandes. W ostatniej minucie regulaminowego czasu dogrywki, stan meczu wyrównał Kobbie Mainoo. Minutę później do siatki trafił Maguire. Stadion wpadł w euforię. Tablica wyników pokazała 5:4. Wiele osób liczyło, że to może być zawiązanie się drużyny, ale niestety tak się nie stało. To nie był, legendarny „mecz założycielski” Rubena Amorima.

Półfinał to starcie z Athletic Bilbao. Mecz w Hiszpanii ustawiła czerwona kartka w pierwszej połowie. Manchester United wywiózł stamtąd zwycięstwo 3:0. Na Old Trafford to goście prowadzili do przerwy. Jednak z biegiem czasu, ich wiara w odrobienie strat malała. Wtedy to w 72. minucie strzelanie rozpoczęli gospodarze. Skończyło się 4:1.

Finał to starcie z… równie słabym w Premier League Tottenhamem. Spurs skończyli sezon jeszcze dwie pozycje niżej niż Czerwone Diabły. Był to zatem mecz o osłodę, o której wspominałem. I nie tyle chodziło tutaj o sam puchar Ligi Europy, co o przepustkę do gry w Lidze Mistrzów. Kto przegrywał, ten zostawał bez pucharów. To oznaczało cięższe okno transferowe, mniejsze wpływy do kasy klubu i oczywiście, utratę prestiżu.

Gdy realizator pokazał drużyny stojące w tunelu, przed meczem wiedziałem, że to nie Tottenham wygra, tylko Manchester United przegra. Piłkarze mieli dosłownie miękkie nogi. Zero pewności siebie. Na ich twarzach rysował się obraz zagubienia. Jakby chcieli powiedzieć – co my tu robimy? O co chodzi?

To było podsumowanie całego sezonu. Wisie… truskawka na torcie. Mimo dotarcia do finału, nikt nie czuł że zespół z Old Trafford jest silny. Nikt się ich nie obawiał. Old Trafford przestało być twierdzą. Stało się miejscem do zdobywania punktów. Nawet dla drużyn z dolnej połowy tabeli.

Tottenham wygrał 1:0. Zapewnił sobie grę w Lidze Mistrzów, mimo zajęcia 17 miejsca w Premier League. Ten finał był o coś zupełnie innego, niż o samo trofeum. Właśnie tym Manchester United mógł osłodzić katastrofalny sezon. Nie zrobił tego. Została po nim tylko gorycz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *