Kolekcjoner koszulek piłkarskich
Kolekcjoner koszulek piłkarskich

Dlaczego Polska poległa na Mistrzostwach Europy?

Porażka zaczęła się na długo przed turniejem

Na sukces lub klęskę dość często składa się wiele czynników. Sporo z nich swoje początki ma wiele dni, miesięcy czy nawet lat, przed danym wydarzeniem. Tak też było w tym przypadku. Trudno mi jest upatrywać porażki w samych meczach na turnieju, gdyż moim zdaniem została ona zapoczątkowana około rok wcześniej.

Przygoda Jerzego Brzęczka z reprezentacją była… będę w tym felietonie szczery, kompromitacją. Ośmieszyła osobę selekcjonera, ale także PZPN, a w tym głównie prezesa Zbigniewa Bońka, który trzymał go na stanowisku o wiele za długo. Nie chcę skupiać się na kadencji Brzęczka, bo o tym można by napisać „książkę” 😉 Muszę jednak chwilowo do niej wrócić, aby pokazać Ci początek porażki Polaków na Mistrzostwach Europy.

Wyobraź sobie, że posyłasz dziecko do pierwszej klasy podstawówki. Mija dokładnie cały rok, a ono nie nauczyło się niczego nowego. Nie zna żadnych liter, nie potrafi liczyć, a poziom intelektualny jest nawet gorszy niż rok wcześniej. Natomiast nauczyciel mówi Ci, jak ładnie dziecko chodzi do szkoły i jakim to on nie jest fachowcem. Uważa się za speca w swoim fachu. Co Ty zaś myślisz o takim „specjaliście” i zaistniałej sytuacji?

Jeden z moich ulubionych memów. Jest śmieszny i tragiczny jednocześnie.

Przełożę ten przykład na reprezentację. Przez rok czasu nie zrobiła ona żadnego postępu. Nie było widać progresu, żadnych zmian, rozwoju, pomysłu, czegoś czego by się nauczyła. Było nawet gorzej, bo najlepszy mecz który zagrała, to ten pierwszy (1:1 z Włochami), więc możesz odnieść wrażenie, że jej gra nawet się pogorszyła. Natomiast selekcjoner nie miał sobie nic do zarzucenia i uważał się za świetnego specjalistę.

O ile w pierwszym przypadku, gdyby takie dziecko zostało analfabetą, to niemal każdy szukałby przyczyny w podstawach wykształcenia, a dokładnie ich braku, o tyle za porażkę na EURO wiele osób wini Sousę. Obwiniany jest człowiek, który wziął takie nieszczęśliwe dziecko i na szybko musiał nauczyć je literek, czytania, a nawet recytowania! Bo gra z najlepszymi na Starym Kontynencie to nie dukanie, ale sztuka recytowania na najwyższym poziomie. Dlaczego w tak analogicznych sytuacjach ludzie mają tak skrajne poglądy? To dziś wyjaśnię.

Zmień szkołę, jeśli ona niczego nie uczy

Niestety, dla polskiej piłki reprezentacyjnej, zamiast zmienić szkołę i nauczyciela, postanowiono zostawić mu pod opieką to nieszczęsne dziecko na drugi rok. Oczywiście, nauczyciel nadal zachwycał się pięknym chodzeniem dziecka do szkoły (czyt. jak drużyna ładnie „przesuwała się” w meczu), mimo iż kompletnie niczego się nie uczyło (brak jakichkolwiek postępów w grze reprezentacji). Pomimo tego, „nauczycielowi” nie przeszkadzało opublikować na swój temat książkę pochwalną, pod którą się podpisał i ją zautoryzował. I mimo, iż dziecko pod jego opieką edukacyjną po dwóch latach nie znało absolutnych podstaw, on sam zaakceptował porównywanie swojej osoby do Jamesa Bonda.

Niestety, dla dziecka, jego opiekun (prezes Zbigniew Boniek) dość długo lekceważył to, że nie nauczyło się ono nawet kilku literek alfabetu. Dopiero gdy miało napisać sprawdzian, rodzic wystraszył się na tyle, że zmienił nauczyciela. I cóż ten biedny nauczyciel mógł począć? Jak dobry by nie był, chyba zrozumiesz, że wąskim gardłem w tej sytuacji jest dziecko, a nie on? Bo to dziecko musi się wiele nauczyć, a nie nowy nauczyciel. To dziecko ma mnóstwo do nadrobienia, a nie nauczyciel. To dziecko jest pod presją, a nie nauczyciel. To dziecko będzie oceniane, bo… nie sposób jest oceniać nauczyciela, który edukował to dziecko tak krótko, za całościowe wykształcenie dziecka, prawda? Mało tego, aby nowy nauczyciel mógł jak najlepiej dobrać metody nauczania, musi to dziecko poznać – jego aktualne nawyki, możliwości, sposób myślenia i rozumowania, ograniczenia, wady i zalety. Tym nowym nauczycielem został Paulo Sousa.

Główny błąd został popełniony na długo przed zatrudnieniem Portugalczyka, gdyż rodzic nie przejął się niewiedzą dziecka, które po roku nauczania powinno poznać absolutne podstawy. Brak reakcji w postaci zwolnienia Brzęczka po roku jego kadencji jest początkiem porażki, jaka spotkała reprezentację na Mistrzostwach Europy. Takie jest moje zdanie.

Mała dygresja – Polska startowała z podobnego poziomu co Włosi. Przeanalizuj w jakim punkcie dziś są oni, a w jakim Polska. Sam sobie odpowiedz na pytania, które Ci się właśnie nasuwają. Odpowiedzi nie są chyba… trudne?

A co gdyby… dać dziecku więcej czasu na naukę?

W 2020 roku reprezentacja rozegrała 8 meczów. OSIEM spotkań o nic – 6 w ramach Ligi Narodów i 2 towarzyskie. Daje to 720 minut gry. Moje pytanie brzmi – po co było dawać grać to nauczycielowi, który w rok nie nauczył dziecka chociażby kilku liter alfabetu, skoro nowy nauczyciel miałby idealny czas na nadrobienie zaległości? Zamiast tego, Portugalczyk dostał na dzień dobry 3 mecze o punkty, a potem 2 spotkania towarzyskie. Następnie miał już grać na Mistrzostwach Europy, czyli posłać dzieciaka na konkretny test.

Nowy nauczyciel po pierwszym spotkaniu z dzieckiem, które było kompletnie zaniedbane, musiał puścić je na kartkówkę w postaci meczu z Węgrami. Przedmiot był dość trudny, ale wyszedł z tego obronną ręką remisując 3:3. Po drugiej lekcji od razu kolejna kartkóweczka – tym razem nie trzeba było dużej wiedzy, wystarczyła krzta inteligencji, aby ją zaliczyć, co dało 3:0 z Andorą. Czas na trzecią lekcję i… znów sprawdzian. Trudny przedmiot – historia Polsko-Angielska. I wiesz co? Zdecydowana większość osób miała niedosyt, że to zaniedbane dziecko poległo 1:2.

Tak naprawdę nie było czasu na konkretną naukę. Lekcja i sprawdzian. Dopiero później nauczyciel mógł poznać się z uczniem. Miał do tego dwa mecze towarzyskie, w których mógł zbadać możliwości i ograniczenia dziecka. Czego ono jest w stanie się nauczyć, a co trzeba odpuścić. I czy zrobił to dobrze? Dwa remisy, 1:1 z Rosją i 2:2 z Islandią, pokazały, że próbował różnych metod, ale… nie miał już czasu sprawdzić, czy są one skuteczne. Według mnie brakło tutaj wcześniejszych 8 meczów o marchewkę, w których Sousa mógłby robić co chce, aby poznać kadrę oraz jej możliwości i ograniczenia.

Nauczyciel nie jest nieomylny…

Ciężko powiedzieć, że nowy nauczyciel już na pierwszych lekcjach czegoś w dziecku nie zmienił. Wystarczyło na nie popatrzeć i od razu było widać, że jest w stanie czytać sylaby i wyrazy – poznało literki. Momentami czytało nawet całe zdania! Jednak wielki egzamin w postaci EURO zbliżał się wielkimi krokami, a konwencjonalne metody nauki były zbyt wolne. Nie było czasu i trzeba było zaryzykować wprowadzeniem jakiejś niekonwencjonalnej metody. Portugalczyk podjął takie ryzyko i… ostatecznie również przegrał. Widać było, że chciał dobrze, ale dobrał złą metodę nauczania dla tego konkretnego dziecka. Zamiast więc uwypuklić jego zalety, odsłonił wady. Postawił na element, w którym dziecko było bezradne i bezsilne.

Paulo Sousa wymyślił sobie grę 3 obrońcami z tyłu oraz wahadłowymi. Problem polega na tym, że Polska aktualnie posiada pół wahadłowego. Niewiele osób tak naprawdę widzi różnicę pomiędzy bocznym obrońcą i wahadłowym, albo wahadłowym a skrzydłowym. Są to piłkarze o kompletnie innej charakterystyce, umiejętnościach i operują w zupełnie innym obszarze boiska.

Na pewno to 3 różne pozycje?

W nowoczesnym futbolu, który zakłada pracę całego zespołu, jak najbardziej tak. Wiem, że z pozoru te trzy pozycje wydają się podobne, ale w rzeczywistości mają niewiele podobieństw. Różni je styl grania danego zawodnika – to jak on postrzega siebie na boisku, co uważa za swoje mocne strony, jaką ma charakterystykę gry, czyli w konsekwencji… co tak naprawdę może praktycznie zaprezentować na murawie.

Pozwól mi rozbić te pozycje na najbardziej podstawowe zadania:

– boczny obrońca – głównie broni, ale czasem również atakuje,

– wahadłowy – równomiernie porusza się wzdłuż bocznej linii, zarówno broniąc jak i atakując,

– skrzydłowy – głównie atakuje, czasem cofając się do obrony.

Czy różnice są ogromne? Na pierwszy rzut oka nie, ale… uwierz mi, że w rzeczywistości są. I za chwilę Ci to udowodnię.

W prosty sposób zaznaczyłem główne obszary operowania każdej z trzech pozycji. Zrobiłem to po to, aby Ci zobrazować jak musi ogólnikowo wyglądać myślenie danego zawodnika. Rozbiję to na fazę defensywną i ofensywną.

Boczny obrońca:

Faza defensywna – ma za zadanie bronić. Najczęściej gra w 4 obrońców, co oznacza, że w fazie obronnej, powinien być „przyklejony” do środkowego obrońcy i przesuwać razem z nim. Jeżeli akcja dzieje się po drugiej stronie boiska, dość często widać, jak bliższy atakowanej stronie stoper schodzi do boku, aby pomóc bocznemu obrońcy (dać mu asekurację), przez co drugi stoper zajmuje jego miejsce, a „wolny” boczny obrońca wchodzi w miejsce stopera. Jestem kibicem Manchesteru United i bardzo fajnie jest to widać w ustawieniu Aarona Wan-Bissaki. Dlatego też zaznaczyłem, że boczny obrońca w defensywie pojawia się w polu karnym, jakby na pozycji stopera.

Na poniższym obrazku widzisz sytuację (de facto ze straconej bramki), gdzie akcja dzieje się prawą stroną boiska, a więc lewy obrońca jest zaabsorbowany zawodnikiem z piłką. Maguire przesunął, aby lewy obrońca miał asekurację. W związku z tym, Lindelof przesunął za drugim stoperem, a to tym samym pociągnęło AWB do opuszczenia prawej strony i wejścia w środek obrony – zwróć uwagę na pozycje poszczególnych obrońców. Często widuje się to w sztywnych blokach obrony, które buduje się z czterech defensorów. Oczywiście jest mnóstwo wyjątków, gdzie znakomitym przykładem była reprezentacja Polski za kadencji Adama Nawałki – tam Krychowiak jako defensywny pomocnik bardzo często schodził pomiędzy stoperów, tworząc dodatkowy bufor, przez co boczni obrońcy nie byli tak często absorbowani w środkową strefę boiska.

Źródło: BT Sport

Faza ofensywna – gdy drużyna atakuje, boczny obrońca MOŻE podłączyć się do akcji, będąc wsparciem na stronie atakującej. Nowoczesny i dynamiczny futbol coraz częściej tego wymaga i niektórzy wręcz oczekują od bocznych obrońców ofensywnych szarży. Jednakże obrońca nie ma obowiązku się podłączać, gdyż jego główną rolą jest bronienie swojej strony boiska. Dlatego nawet jeśli się podłącza, to często myśli o szybkim powrocie, delikatnym wycofaniu się lub upewnia się, że np. defensywny pomocnik „czuwa” za jego plecami. Dlatego na rysunku bocznego obrońcy narysowałem obszar sięgający pod pole karne rywala, ale nie do samej linii końcowej, gdyż często zawodnik musi być gotowy na kontratak przeciwnika.

Wahadłowy:

Faza defensywna – w fazie obronnej zespołu, wahadłowi stanowią dwójkę z pięciu zawodników linii obrony. Z tego powodu bardzo rzadko są zmuszeni do opuszczania bocznych sektorów boiska na rzecz schodzenia w pole karne. W obronie wahadłowy często dostaje asekurację stopera, tzw. pół-prawego/pół-lewego środkowego obrońcy. Wtedy to w środku nadal pozostaje dwójka stoperów, a po przeciwnej stronie drugi wahadłowy zajmuje pozycję bocznego obrońcy. Zadaniem wahadłowego w fazie obronnej jest bronić swojej strony boiska.

Faza ofensywna – gdy zespół przechodzi do ataku, zadaniem wahadłowego jest atak. Ma on zapewnić szybkość na swoim skrzydle, możliwość rozciągnięcia gry oraz odpowiadać za ataki daną stroną boiska. Wahadłowi stosunkowo rzadko schodzą do środka pola. Częściej odpowiadają za dostarczanie piłek w pole karne poprzez dośrodkowania. W ofensywie grają starych klasycznych skrzydłowych, których zadaniem było pociągnąć piłkę do końcowej linii boiska i dośrodkować – z tego powodu lewoskrzydłowi byli lewonożni, a prawe skrzydła były zdominowane przez prawe nogi. Dopiero w latach 90-tych i dwutysięcznych zaczęło się to zmieniać.

Grając z wahadłami, najczęściej gra się 2 lub 3 napastnikami lub tzw. diamentem w środku pola, który może mieć wiele konfiguracji. Przykładem takiego ustawienia był oficjalnie podany skład Szwecja – Polska, gdzie napastnikami byli Lewandowski i Świderski, gdzie za nimi ustawiono Zielińskiego. Dlatego wahadłowi rzadko mają powody do schodzenia do środka pola, ponieważ tam już powinno być tłoczno.

Co ważne, wahadłowi powinni brać udział w obu fazach gry, ataku i obronie. Oznacza to, że jest to najbardziej wymagająca pozycja pod względem wydajnościowym. Żelazne płuca to czasem za mało, aby wybiegać mecz. Jak to się mówi – obserwator powinien być zmęczony od samego patrzenia na to, ile biega wahadłowy, bowiem najczęściej operuje on pomiędzy liniami końcowymi boiska.

Skrzydłowy:

Faza obronna – skrzydłowi mogą wracać do obrony, aby wspomagać bocznych obrońców, ale nie zawsze to robią. Ponieważ mogą, ale ich pozycja bezpośrednio na nich tego nie wymusza, bowiem boczny obrońca powinien dostać asekurację od stopera lub pomocnika. Skrzydłowy często bywa cofnięty, aby przechwycić piłkę lub być gotowym do wyprowadzenia kontrataku, ale rzadko widujemy skrzydłowych na wysokości własnego pola karnego. Dużo rzadziej niż wahadłowych czy bocznych obrońców, którzy w fazie defensywnej mają obowiązek bronić.

Faza ofensywna – skrzydłowy odpowiada za przeprowadzanie ataków i wspieranie napastnika lub napastników. Z tego powodu operuje na przydzielonej mu bocznej strefie boiska, ale poza tym może schodzić do środka. Zejścia najczęściej widuje się w taktyce gry na 1 napastnika. Wówczas skrzydłowi pomagają osamotnionemu napastnikowi w środku pola.

Nowoczesny futbol nauczył już skrzydłowych schodzenia do środka i oddawania strzałów swoją lepszą nogą. Stąd też dziś lewo-nożnego skrzydłowego ustawia się na prawym skrzydle. Dzięki temu wiemy, że pewne są nie tylko podatki i śmierć, ale również to, że Robben zejdzie na lewa nogę, prawda… Arjen?

Skrzydłowi przestali więc być zadaniowcami pt. „dzida do przodu i dośrodkuj”. Dlatego też w ich obszarze operowania na boisku zaznaczyłem pole karne rywala.

Polska skrzydłowymi… stała

Przez lata powtarzano jak mantrę, że polska piłka skrzydłowymi stała. Na lewej stronie śmigał Grosicki, zaś prawa należała do Błaszczykowskiego. Obaj byli fenomenami na skalę reprezentacyjną, że tak powiem, gdyż nawet nie grając w klubie, w drużynie narodowej wchodzili na zupełnie inny poziom. W obu przypadkach obowiązywała zasada – nie grasz w klubie? Nawet lepiej. Przynajmniej nie przyjechałeś zmęczony. Dlaczego? Bo bez względu na to czy grali regularnie, czy nie mieścili się nawet na ławkę, w kadrze zawsze prezentowali swój poziom. Robili dokładnie to, czego od nich oczekiwano.

Do tej dwójki zawsze wyskakiwał jakiś trzeci albo czwarty zawodnik, który był w obwodzie. Pamiętasz takich gości jak Kapustka, Sobota, Wolski czy Peszko? Gdzieś zawsze była osoba numer trzy, która w razie potrzeby zastępowała Grosickiego lub Kubę. Stąd też wzięły się tanie populizmy jak ten o bogactwie skrzydłowych.

Nadszedł czas Paulo Sousy i ten na EURO powołał… 2 skrzydłowych, z czego jeden grał w podstawie – Kamil Jóźwiak. Drugim był Przemysław Płacheta. Nie liczę Przemysława Frankowskiego, bo… ja bym mu dał dożywotni zakaz reprezentowania Polski. Wysłał za ocean i poprosił, aby nie wracał. Pierwszy raz na żywo zobaczyłem go w meczu przeciwko Łotwie na Narodowym. Gość z trzech metrów nie trafił na pustą bramkę z podanej po ziemi piłki! Nie z jakiejś mega trudnej sytuacji. On na żywo wygląda jeszcze gorzej niż w TV. Gdy zobaczyłem, że został powołany na Mistrzostwa Europy, to złapałem się za głowę. I nadszedł ten Frankowski w meczu ze Szwecją, gdy mając świeże siły, odbił się od Kulusevskiego jak ciota, a potem zamiast zapierniczać, to biegł wolniej niż zawodnik prowadzący piłkę… Dramat. Szwed zdążył zejść do środka, rozejrzeć się i podać piłkę, zanim Frankowski do niego dobiegł. Zaś jak dobiegał to po raz kolejny zachował się jak ciota i większość kibiców w agresywniejszy sposób dobiegłaby do Kulusevskiego po autograf, niż Frankowski aby odebrać mu piłkę. Dlatego go w ogóle nie liczę, bo musiałbym go policzyć jako jakieś 0,05 skrzydłowego – robi coś pożytecznego w ofensywie po błędzie – jak asysta przy bramce przeciwko Rosji, która wynikła z tego, że nie potrafi przyjąć piłki.

Tak więc Paulo Sousa miał dwóch skrzydłowych. Ciężko jest grać dwoma skrzydłowymi w turnieju, używając skrzydeł, prawda? Wiedząc to, zapewne świadomie zrezygnował z takiego wariantu gry.

Zagrajmy 3-5…

Najczęściej graliśmy 3-4-1-2 (wariant ogólnego 3-5-2), czyli diament z przodu. Jednak skoro tak, to potrzebne będą wahadła. Pamiętasz jaką charakterystykę mają wahadłowi? Ilu rasowych wahadłowych posiada reprezentacja Polski? Moim zdaniem 0,5. Słownie: pół. Ilu było w kadrze na Mistrzostwach? 0. ZERO. Połową wahadłowego jest Arkadiusz Reca, który ze względu na uraz nie pojechał na turniej. Inni? Rybus to lewy obrońca, przynajmniej w kadrze tylko na tej pozycji grał przyzwoicie. Puchacz? Również lewa obrona. Daleko mu do bycia wahadłowym, ze względu na poważne ograniczenia w ofensywie. Bereszyński i Kędziora? Typowi prawi obrońcy.

Ustawienie Polaków przeciwko Szwecji w formacji 1-3-4-1-2. Grafika z whoscored.com.

Według mnie Polska pojechała na EURO bez wahadłowego, aby grać wahadłami, więc… jak to się mogło skończyć? To tak jakbyś w pojedynkę pojechał na bezludną wyspę, aby zorganizować imprezę na sto osób. Szanse powodzenia są… dość nikłe. Musiałbyś być jednostką wybitną, aby coś wymyślić i zrobić, albo mieć życiowego farta w postaci przepływającego statku turystycznego pełnego spragnionych imprezy ludzi, którzy w dodatku by wyskoczyli i przypłynęli na wyspę, pytając o możliwość imprezy. Paulo Sousa jest niezły, ale nie należy do wybitnych jednostek, a i naszym piłkarzom się zbytnio nie farciło – słupki i poprzeczki, zamiast bramek.

W sumie Portugalczyk stanął przed trudnym wyzwaniem – musiał jakoś poukładać grę drużyny, która nie ma skrzydłowych i wahadłowych. Podjął ryzyko i postanowił, że zagra wahadłami. I przerżnął turniej. Bywa. Pokaże Ci w bardzo skondensowany sposób jak to się stało.

Polska 1:2 Słowacja

Lewe wahadło to Rybus, zaś prawe to Jóźwiak. Teoretycznie, co jest bardzo ważne, ustawienie Polaków wyglądało tak, że do trójki stoperów były 2 wahadła. W praktyce, po lewej stronie był obrońca, a po prawej skrzydłowy. Wróć się do powyższego przedstawienia pozycji, jeśli chcesz sobie przypomnieć profile poszczególnych pozycji.

Nie trzeba być taktycznym geniuszem aby zobaczyć, że to ustawienie będzie bardzo niesymetryczne. Kiedyś widziałem taki zabieg w kobiecej drużynie Medyka Konin. Lewa strona grała 4-4-2, zaś prawa 3-5-2. Zastanawiałem się co ten trener robił i dlaczego tego nie widział. Siedziałem na trybunie jakieś 10 metrów od niego, więc patrzeliśmy na boisko z tej samej perspektywy. Dostał dwie bramki i przegrał przez błędy wynikające z tego ustawienia. Gdy tylko zobaczyłem skład na Słowację przypomniało mi się tamto spotkanie i pomyślałem, że może wyglądać podobnie. Na nieszczęście… miałem dobre przeczucie. A szkoda. Nasza lewa strona funkcjonowała jak w ustawieniu 4-4-2, zaś prawa jak w niepełnym wariancie 3-5-2.

Widząc taki błąd w ustawieniu, myślę że tak co drugi B-klasowy manago krzyknąłby – jechać lewą stroną, bo mają burdel na prawej. Tym bardziej nie mogło się to udać na turnieju rangi Mistrzostw Europy.

Jóźwiak będąc skrzydłowym, nie ma nawyku zachowywania się jak wahadło lub obrońca. Słowacy więc zaczęli jeździć swoim lewym skrzydłem, bo po co pchać się w obrońcę, który potrafi bronić, skoro można pojeździć po skrzydłowym? W 14 minucie przerzut do Dudy. Pozycja Jóźwiaka – jak skrzydłowego, nie wahadłowego:

Źródło: TVP Sport

Ondrej Duda spokojnie doszedł pod pole karne, zszedł do środka i uderzył. Trafił w boczną siatkę. Za chwilę… rozpoczęcie akcji bramkowej dla Słowaków:

Źródło: TVP Sport

Popatrz w którym miejscu w fazie defensywnej znajduje się Rybus, a gdzie jest Jóźwiak – widzisz tę różnicę? Automatyzm poruszania się po boisku należący do obrońcy a skrzydłowego? Dlatego na siłę nie przestawisz komuś jego zachowań tak, aby dopasował się do nowej pozycji.

Rybus w fazie defensywnej trzyma linię obrony (zaznaczony strzałką), zaś Jóźwiak kolejny raz ustawiony jest jak skrzydłowy. I to jest to o czym pisałem, że lewa część gra innym ustawieniem, a prawa część zespołu innym. W tej chwili Jóźwiak jako wahadłowy powinien być obok zawodnika do którego wędruje podanie. Co się dzieje dalej? Mak opykał Bereszyńskiego, a Jóźwiak nie mając odruchu bycia zawodnikiem defensywnym, puścił go. On nie jest obrońcą, nie jest wahadłowym, więc nie ma automatyzmu bronienia. To są decyzje podejmowane w ułamkach sekund – odruchy. Pójść za nim, czy nie? Nie no, jako skrzydłowy ja zaraz pewnie kontrę otworzę, a nie będę gonił gościa pod własną bramkę. Co nie? I to jest moment, w którym Mak ogrywa Bereszyńskiego, a Jóźwiak odpuszcza Słowaka:

Źródło: TVP Sport

Zobacz w jak banalny i prosty sposób Polska sama się odsłoniła, robiąc autostradę na lewym skrzydle Słowacji – po tej akcji Słowacja strzeliła bramkę. Wystarczyło wstawić skrzydłowego w miejsce wahadła i Słowacy to bezwzględnie wykorzystali. Nie było sensu pchać się druga stroną – tam był Rybus. Zawodnik z odruchem bronienia, a potem atakowania, nie na odwrót.

Z tej akcji padła bramka na 1:0 dla Słowacji. Jest to błąd ustawienia Polaków, błąd wrzucenia piłkarza o charakterystyce skrzydłowego na wahadło, czyli błąd taktyczny Sousy. On im otworzył tę lewą stronę.

Jeszcze heat mapa, które biorę z portalu whoscored.com. Chcę Ci pokazać, że faktycznie graliśmy skrzydłowym po prawo, a obrońcą po lewo:

Czyli nie dość, że wystarczyło atakować naszą prawą obronę, bo ją odsłoniliśmy, to jeszcze powiedzieliśmy swojemu rywalowi – e, słuchaj no, mamy jednego skrzydłowego i on jest po prawej stronie, więc będziemy was tam atakować.

I faktycznie, atakowaliśmy. Dokładnie rzecz ujmując – biliśmy głową w ścianę.

Gdy raz Rybus zachował się jak skrzydłowy, ciągnąc lewą stronę tak jakby Polska miała tam skrzydłowego, to padła bramka. Słowacy byli tak zdziwieni, jakby ktoś na 5 minut zmienił im ruch prawostronny na lewostronny.

Podsumowując: Polska wystawiła jednego skrzydłowego po prawej stronie, informując Słowaków, że tam będzie atakować i również prawa strona będzie osłabiona w obronie, bo Jóźwiak to nie wahadło. W związku z tym najwięcej ataków Polska przeprowadziła prawą stroną, którą Słowacja zamurowała, a Słowacja najwięcej ataków przeprowadziła lewym skrzydłem, które Polska miała odsłonięte. Wynik 1:2. Dziwne? Dla mnie nie.

Hiszpania 1:1 Polska

Uwaga, heatmapa:

Wiesz co to oznacza? Kalka ze spotkania ze Słowacją. Gra na jednego skrzydłowego, który był po prawej stronie i w zasadzie tylko tam atakowaliśmy. Stamtąd padła bramka. Remis możemy zawdzięczać nieporadności Hiszpanów. Na nasze szczęście, na dziewiątce grał Morata, czyli jeden z najbardziej przereklamowanych napastników świata, który po przyjściu do klubu ładuje bramę za bramą, a potem czerpie inspirację do pudeł sezonu z samego Fernando Torresa. I tak sobie trwa, aż jakiś klub się na niego znów nie nabierze, pójdzie tam, załaduje na początku sezonu kilka bramek i… tak w kółko. Po prostu ciężko wygrywać mecze, nie mając egzekutora. Gdyby reprezentacji Hiszpanii powiedzieć, żeby pograli w ręczną, to niemal w każdej akcji sędziowie odgwizdywaliby grę na czas. Graliby „po koronce”, ale nie miałby kto rzucić. Gdyby Hiszpania miała snajpera, nie byłoby szans na remis.

Szwecja 3:2 Polska

I po raz trzeci w tym turnieju Polacy zagrali na jedno skrzydło, mimo iż wiedziało już o tym każde dziecko, które w pokoju ma piłkę. W związku z tym… jak to podsumował jeden z komentatorów w trakcie spotkania – „Szwedzi nic sobie z naszych ataków nie robią”. Dziwne, żeby było inaczej, skoro dokładnie wiedzieli czego się spodziewać – ataków prawym skrzydłem, nudy na lewym. Do tego przyfarciło im się z pierwszą bramką, bo to co się tam odjumaniło, to przechodzi nawet piłkę orlikową i… mam dziwne nieodparte wrażenie, że gdyby tam był obrońca, a nie Jóźwiak, to by tego nie przepuścił.

W drugiej połowie mecz zupełnie się rozjechał, bo Polacy rzucili się do ataku. Brak zorganizowania i taktyki wyszedł im lepiej, niż to cholerne bezsensowne 3-4-1-2 w sytuacji, gdy nie masz wahadłowych. Dlaczego tak sądzę? Ponieważ to było najlepsze 45 minut Polaków na tym turnieju. Pod względem taktycznym – totalnie chaotyczne, ale naprawdę… najlepsze. Pokazuje to, że są tam dobrzy piłkarze – postaci posiadający umiejętności indywidualne, którym nie warto przeszkadzać grać źle dobraną taktyką.

Kto wie, czy gdyby nie zagrać „chaosu opartym na Lewandowskim”, jak to miało miejsce w drugiej połowie ze Szwecją, to byśmy z tej grupy nie wyszli mając na koncie minimum 6 punktów? Jednak to już nic nie warte gdybanie.

„Każdy kto ma łeb i ch**a, przeczyta Cię jak książkę”

Fajny cytat, zaczerpnięty od detektywa Shafta. Tak, też żałuję, że nie mój, bo mi się podoba 😉 Nie podoba mi się natomiast fakt, że te słowa tyczyły się reprezentacji Polski. Słowacja przeczytała nas jak elementarz. Hiszpania również wiedziała jak sobie z nami poradzić, tyle że… z Moratą z przodu… no wiesz jak to jest.

Morata pudłuję dobitkę na praktycznie pustą bramkę. Źródło: TVP Sport

I na końcu Szwecja. Skandynawowie nie tylko nas przeczytali, ale jeszcze w pierwszej połowie napisali podręcznik jak się bronić przeciwko Polsce – stań po tej stronie co mają skrzydłowego i zbytnio nic nie rób – sami się odbiją.

Nieprawdą jest, że Polska ma skrzydłowych. Nie ma. Przez wiele, wiele lat, te skrzydła trzymali Grosicki i Błaszczykowski. W tej chwili nie ma zawodnika, który potrafi zrobić różnicę, wejść w drybling, wygrać sytuację 1vs1, pociągnąć akcję do przodu.

Polska nie ma również wahadłowych. Nie kształci się w naszym kraju zawodników o tej charakterystyce. Nie mamy w kraju atletycznych zawodników zdolnych zapierniczać przy linii od początku do końca meczu, tak aby w fazie defensywnej trzymać blok obrony, a przy posiadaniu piłki grzać do przodu co sił w nogach i otwierać flanki. Nie ma w Polsce graczy ze stricte tą charakterystyką.

Łatwo się krytykuje, ale… jak grać?

Od zawsze powtarzam, że dobry menedżer to ten, który potrafi wykorzystać atuty posiadanych zawodników, a nie wymyślać swoją taktykę i próbować ich do niej dostosować. Co więc ma Polska? Najlepszego zawodnika świata, rewelacyjnych pomocników, obrońców na jakimś tam poziomie i świetnego bramkarza z Premier League. Dlaczego tego nie wykorzystać i nie grać środkiem pola? Dlatego, że większość przywykła do tanich populizmów, że Polska zawsze grała z kontry, musi grać skrzydłami i nie potrafi grać ataku pozycyjnego? Bleh…

Proponuję wykorzystać atuty jakie posiadamy. Ja na ME zagrałbym:

Fabiański

Bereszyński – Bednarek – Glik – Rybus

Krzychowiak – Moder

Zieliński – Klich

Świderski – Lewandowski

Tak, dobrze widzisz. Jest to 1-4-2-2-2. Można zmienić ustawienie pomocy na np.

Fabiański

Bereszyński – Bednarek – Glik – Rybus

Krzychowiak

Moder – Zieliński

Klich

Świderski – Lewandowski

Wówczas czwórkę w pomocy można zapisać jako 1-2-1 co da zestawienie 1-4-1-2-1-2.

To ustawienie wykorzystałoby wszystkie najmocniejsze strony jakie mamy i pozwoliłoby zagrać wszystkim piłkarzom na ich preferowanych pozycjach, a to jest niezwykle ważna kwestia. Do tego takie ustawienie mogłoby być bardzo płynne w środku pola, które z takimi piłkarzami można spokojnie zdominować. Wymiana pozycjami wśród czwórki pomocników? Żaden problem. Wejście któregoś do przodu za schodzącego napastnika? Dlaczego by nie? Zachowanie automatyzmów z klubów? Jak najbardziej tak!

Co więc sądzę o Portugalczyku?

Paulo Sousa się pomylił. Zrobił błąd. Ten tekst może wydawać się dużą krytyką w jego stronę, ale nie należę do osób, które by go zwolniły. Błąd nie wynika tylko z jego pracy, ale tak jak pisałem na początku tego tekstu, został zapoczątkowany o wiele, wiele wcześniej. Portugalczyk przyszedł i na szybko musiał coś wymyślić. Musiał zaryzykować. Nie trafił. Przegrał.

Gdyby miał chociaż te 8 meczów zeszłego roku jesienią, nie byłbym już aż tak wyrozumiały i oczekiwałbym więcej. Jednak po tak krótkim czasie, ciężko oczekiwać cudów z.. niczego, bo kadra Brzęczka była nijaka przez całe 2 lata jego kadencji. Tutaj przynajmniej było widać jakiś pomysł i taktykę. Nietrafiony pomysł i przestrzeloną taktykę, ale… coś ta drużyna w sobie miała. Tak jakby gdzieś w środku drgnęło. Teraz należy to wszystko poukładać, ale nie wolno sobie pozwolić na kolejny błąd, bo będzie on kosztował awans na Mistrzostwa Świata.

Is this a helpful article? Share it! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *