2012/13 Away

1
Exit full screenEnter Full screen
previous arrow
next arrow
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
previous arrow
next arrow
Shadow

Informacje

DrużynaManchester United
Sezon2012/13
ModelAway
ProducentNike
Numer kat.479281-105
RodzajReplika

Jedna z najbardziej sentymentalnych dla mnie koszulek. Od tego modelu zaczęło się w zasadzie… wszystko. Chwileczkę! Jak to od tego trykotu zaczęła się moja koszulkowa przygoda, skoro dodaję tę koszulkę po 14 latach zbierania? Dodatkowo, dlaczego wrzucam ją jako numer 666 w kolekcji?

Tia, ten numer jest nieprzypadkowy. Mówi się, że to liczba diabła, choć nie do końca tak jest. Zgodnie z Biblią, liczbą doskonałą jest 7. Między innymi tyle dni Bóg tworzył świat. Natomiast idealizm opiera się na potrojeniu. Sam Bóg jest w trzech osobach. Stąd najdoskonalszą liczbą w Chrześcijaństwie stało się 777. I w zasadzie mało kto o tym wie. Jakimś dziwnym przypadkiem, większość mówi i wie tylko o 666, czyli „trzech szatańskich szóstkach”.

Sam diabeł ma niewiele wspólnego z 666. A przynajmniej zbytnio się z nią nie utożsamia. To cyfra 6 została przyjęta jako niepełna. Niedoskonała. Ona oznaczała niedociągnięcie, do idealnej 7. Matematycznie przeciwieństwem 7 jest -7. Biblijnie przeciwieństwem 7 jest 6. Stąd 666 stało się przeciwieństwem 777. Skoro to najgorsza liczba, z automatu przypisano ją najgorszemu, czyli szatanowi.

Jak widzisz, wiara z matematyką ma niewiele wspólnego. Mimo tego i tak postanowiłem wrzucić trykot „Czerwonych Diabłów” jako 666 sztukę w kolekcji. Niech już będzie diabełek na tę niby diabelską liczbę. Tak naprawdę, powinienem wrzucić coś niedoskonałego, tak jak liczba na to by wskazywała. Ja zaś wybrałem trykot… perfekcyjny! Jak teraz piszę te słowa, to zastanawiam się czy jej nie przesunąć jednak na 777.

Pamiętam, że gdy zobaczyłem koszulki na sezon 2012/13, totalnie odrzuciła mnie domowa krata i od razu zakochałem się w wyjazdówce. Do tego stopnia, że stwierdziłem – muszę ją mieć. Śledziłem, obserwowałem i kibicowałem Manchesterowi United od dziecka. Dokładnie od 2002 roku. Minęła więc dekada, w trakcie której dorosłem i poczułem chęć utożsamienia się z klubem. Podjąłem decyzję – kupię tę koszulkę.

Z pozoru najzwyklejsza decyzja zakupowa, zupełnie nieważna i niemająca wpływu w zasadzie na nic, tak naprawdę odmieniła moje życie. Kilkanaście lat później mam setki oryginalnych trykotów w kolekcji, a koszulki piłkarskie stały się moją pasją. Zbieram historię, którymi one są. Piszę na blogu, którego Ty czytasz. Na 2026 rok, to jedyny regularnie prowadzony koszulkowy blog stojący na własnej domenie w Polsce. Która liczy przecież niemalże 40 milionów ludzi. Na całym świecie jest zaś ich zaledwie kilka.

Rozpocząłem poszukiwania w Internecie w celu zakupu. Trafiłem na pewną nieuczciwą pomarańczową platformę, która dorobiła się między innymi na oszustwach. To nie były czasy blogów, jak ten na którym jesteś, a znajdziesz na nim zakładkę „Koszulkowy Fejk” i dowiesz się jak działają oszuści. Nie było grup na Facebooku. Nie istniały społeczności w sieci. Nie było od kogo się czegokolwiek dowiedzieć. Nie było sklepów na wyciągnięcie rę… telefonu.

Krótko mówiąc – sprzedali mi podróbę. Chodziłem po pomarańczowym portalu i widziałem sprzedawców, którzy mieli wpisane chińskie miasta. Zacząłem drążyć temat dlaczego. Jako osoba młoda, nieświadoma i… cóż, wtedy jeszcze naiwna, łykałem ich bajki jak pelikan. Kręcili mi makaron na uszy, że wyjechali do Chin robić biznes, więc mają koszulki bezpośrednio z fabryk. Dlatego są taniej. Że oni są tam na miejscu, kontrolują wszystko i wysyłają. W rzeczywistości siedząc w domu i nielegalnie handlując podróbami, przepisując dane z zamówienia na polskim portalu, do oszusta z Azji.

Tak oto do nieświadomej osoby przyszła podróbka, z której to cieszył się niczym zwycięzca Ligi Mistrzów. Może nawet troszkę bardziej. Smutek zawitał po czasie. Gdy nauczyłem się z niezłą skutecznością rozpoznawać podróbki, jedyną mądrą decyzją było… wyrzucić wszystkie. I zostawić tylko oryginały. Finalnie w 2017 roku przeszedłem dość gruntowną zmianę, bo zostawiłem tylko koszulki  stanie nowości z metkami. Takie zbieram do dziś.

Moja pierwsza koszulka okazała się być podróbką i wypadła przy pierwszej selekcji. Nie było żadnym problemem kupić oryginał w stanie używanym, więc to zrobiłem. Jednak w 2017 roku i ta sztuka opuściła moją szafę. W tym miejscu sprawy się skomplikowały. To jeden z tych modeli, który w bardzo dobrym stanie można było znaleźć w lumpku nawet za kilka złotych. Ewentualnie odkupić od kogoś dosłownie za kilka dyszek. Jednak… nówek z metkami nie było.

Szukałem tej koszulki latami. Trafiła się z Rooney’em na plecach, ale zbieram tylko bez nadruków. W końcu, po 7 latach, znalazłem kilka sztuk w jakimś stacjonarnym sklepie w USA (wyszukałem je i kupiłem w 2024, koszulkę na blog wrzucam w styczniu 2026). Nie pytajcie jak. Robiłem już wszystko co mogłem. Dosłownie cały cholerny świat wiedział, że szukam tego modelu w stanie nowości. Pisałem posty, że dam nawet 3000zł za tę koszulkę w stanie nowości z metkami. I wiesz co?

Nic. Ludzie szaleli. Przeszukiwali neta jak wściekli, bo mogli zarobić sporo kasy w jeden moment. Dosłownie 99% koszulek z tego sezonu dałoby się kupić za 3-4 stówki. Ale akurat nie tę. Tych nówek po prostu nie było. Setki używek latały każdego dnia po portalach i co chwilę na grupach ludzie wrzucali, że znaleźli ją w lumpie. W końcu, gdy po potwornych poszukiwaniach je znalazłem, to wiesz co? Za żadne skarby świata nie chcieli mi ich wysłać do Europy.

Płacę z góry. Shut up and take my money. Masz hajs na koncie, dopiero mi wysyłasz. Jakkolwiek, tylko wyślij. Odpowiedź: nie. Nie bo nie. Jeszcze było to na jakimś kompletnym zadupiu, gdzie ledwo Google street sięgał… Tam nie było nawet Polonii, żeby zapłacić komuś za to, że podjedzie, kupi mi je i wyśle albo przywiezie gdy odwiedzi ojczyznę. W akcie desperacji i poczucia bezsilności, byłem praktycznie gotów wziąć plecak i iść po nią na piechotę. Byłem w takim stanie, że ocean by się przede mną rozstąpił.

Wielokrotnie już pisałem, że posiadanie bloga otwiera wiele drzwi. I serc. Tym razem także pomógł. Gdy ktoś widzi, że po drugiej stronie ekranu jest miłośnik, któremu zależy na tej koszulce, jest w stanie podejść do niego w inny sposób niż do losowej osoby. Oceanowi ulżyło, bo nie będzie musiał mi ustępować drogi. Wyślą mi tę koszulkę!

Zapłaciłem za nią jak za prezydenta, że o dodatkach jak przesyłka z jakąś dodatkową ochroną i ubezpieczeniem, a następnie cło i VAT w Polsce, nie wspomnę. Ale kupiłem kilka sztuk! Wyszło cholernie drogo, ale… było warto! Tyle lat poszukiwań i w końcu miałem ją w rękach. Mój pierwszy w życiu model. Tym razem oryginalny i w nienaruszonym stanie.

Niektórzy piszą mi, że płacę za metki. Tu właśnie ten papierkowy element przyczepiony na żyłce, czyni wielką różnicę. Nie ze wszystkimi koszulkami tak jest. W większości dysproporcja cenowa nie jest tak potężna, jak w tym przypadku. I nie o samą cenę chodzi. Tylko o takie historie. Przeżycia. Emocje. Starania. To droga do osiągnięcia celu definiuje jak bardzo cieszymy się z tego, do czego finalnie docieramy. Myślę, że trudniej jest mieć 666 koszulek nowych z metkami, niż te same koszulki bez metek.

To mnie cieszy. To mnie napędza do zdobywania kolejnych koszulek. Choć oczywiście nie zawsze zdobycie koszulki w stanie nowości z kompletem metek, jest trudniejsze niż w stanie używanym. Z reguły, poziom trudności wzrasta wraz z wiekiem. Przypadek jak ten, że już po kilku latach koszulka była nie do zdobycia w stanie nowości, to rzadkość. Większość koszulek jeszcze da się zdobyć i wyszukać bez wielkich problemów. Wystarczy trochę cierpliwości i chęci do poszukiwań.

Mimo tego, czasem nawet drobne utrudnienie, sprawia mi radość. W końcu, gdy pomnożysz kilkaset drobnostek, to wtedy widać różnicę. Pomijam tu inne aspekty, te bardziej ideologiczne. Takie jak to, że uwielbiam zachowywać historię w nienaruszonym stanie i… inne moje wymysły.

Teraz widzisz skąd pochodzi mój sentyment do tej pięknej koszulki. Im dłużej jej szukałem, tym bardziej jej pożądałem. Efekt potęgował się jeszcze z upływem lat, gdy okazało się że to był ostatni sezon sir Alexa Fergusona. Mojego idola. Człowieka, który sprawił że stałem się kibicem tego klubu. To również ostatnie mistrzostwo Premier League. Jest styczeń 2026 i to wciąż ostatni mistrzowski trykot z Old Trafford. W uszach wciąż rozbrzmiewa mi OH ROBIN VAN PERSIE!

Sezon był pełen emocji nie tylko ze względu na fakt, że drużyna szła po mistrzostwo kraju. „Czerwone Diabły” wygrały swoją grupę Ligi Mistrzów i na wiosnę brali udział w hicie 1/8 finału. Rywalem był Rea Madryt, który w fazie grupowej ustąpił miejsca Borussi Dortmund. Pierwszy mecz w Madrycie zakończył się wynikiem 1:1. W rewanżu na Old Trafford do przerwy 1:0 prowadzili gospodarze. W 56. minucie spotkania sędzia pokazał bardzo kontrowersyjną czerwoną kartkę portugalskiemu skrzydłowemu, którym był oczywiście Nani. Osłabiony Manchester United nie dał rady stawić czoła „Królewskim”, którzy zdobyli dwie bramki. Drugą z nich, na wagę awansu, strzelił Cristiano Ronaldo. Portugalczyk nie celebrował swojego trafienia z szacunku do byłego klubu. Szkoda, że sędzia popsuł tamto widowisko, bo być może sir Alex schodziłby ze sceny przez finał Ligi Mistrzów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *